Wpisy z tagiem: periyar
piątek, 16 lipca 2010
Rezerwat Periyar to jeden z większych w Kerali parków narowodych. Szczyci się tym, że 777 kilometrów kwadratowych powierzchi zamieszkuje w stanie naturalnym ponad 1000 słoni i prawie 50 tgrysów. Ponadto są tu bizony, specyficzne czarne langury nilgirskie oraz wiele innych rzadkich zwierząt. No i w końcu tu w Ghatach Zachodnich poczuliśmy co to indyjski monsun. Za dobrze było. Kiedy dzisiaj o 4:50 rano wstaliśmy zaczęło padać i to z chwili na chwilę coraz bardziej. No ale cóż, taka pora roku w Indiach więc i tak pojechaliśmy. Na dzisiaj mieliśmy wynajętego dżipa (indyjska Mahindra - na licencji amerykańskiego Willys'a) z kierowcą, który miał nas zabrać do do parku. Na zobaczenie tygrysa nie mielismy raczej szans, ale zależało nam aby chociaż zobaczyć tak ulubione przez na słonie. Trasa miała wieść kilkanaście kilometrów serpentynami przez teren parku do miejsca z którego mieliśmy zacząć trekking. Kiedy wjechaliśmy na teren rezerwatu zaczęliśmy bacznie wypatrywać zwierząt. Nasz kierowca zobaczył na stoku góry kilka sztuk jakichś jeleniowatych i nagle z mgły na wgórzu obok w oddali wyłoniło się stadko 6 słoni. Niesamowite i bezcenne. Właśnie były na swoim śniadaniu. I tym samym padł kolejny mit. Zawsze wydawało nam się, że słonie żyją na dość równinnym terenie. Słoń = sawanna w Afryce. A tu jest trochę inaczej, bo słonie spokojnie pomykają w górskim terenie trawiasto-drzewiastym. Potem jeszcze widzieliśmy kilka nilgirskich czarnych langurów. Dostaliśmy specjalne materiałowe ochraniacze na nogi, smieszne, bo ze stopkami, dopiero później okazało się po co te stópki są. Ich zadaniem jest ochrona przed żyjątkami. Jakimi? Ano las obfitiwał w olbrzymią ilość... pijawek!!! Nasz przewodnik co chwilę posypywał nam buty solą, a pijawki i tak co chwilę się pojawiały. Nawet ciężko je było odczepić od spodni. Toteż z pijawkami co jechały na nas na gapę, w deszczu, gigantycznej mgle i totalnym błocie leźliśmy przez las! Po co? Nie wiemy... ale było warto! Po 3 godzinach wrócilismy brudni, mokrzy i zmęczeni. Dobrze że paliło się ognisko i można było przy nim siąść i wysuszyć ubrania. Mimo mojego przygotowania podeszwa od adidasa mi prawie odpadła, co i tak nie najgorzej, bo z nami na trekkingu była para Indusów, a dziewczyna wybrała się z torebką i w klapeczkach... Taki obracek czasem można zobaczyć w polskich górach. Ale wracając... uwędziliśmy się zdrowo przy ognisku, potem zjedliśmy obiad i z żalem zrezygnowaliśmy z pływania łódką po jeziorze, gdyż wody mielismy na dziś dosyć.
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fotografia
Nasze strony
Podróż
Różności
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||