Wpisy z tagiem: Indochiny

poniedziałek, 08 lutego 2010
niedziela, 09 sierpnia 2009

Podczas porządkowania zdjęć natknąłem się na malutkiego gekona, którego znaleźliśmy w naszym pokoju w Siem Reap. Próbowaliśmy go złapać i uratować, bo nasz pokój był na tylre szczelnie zamknięty, że szansa na znalezienie pożywienia - komara lub innego robaka - była niewielka i gekonowi groziła śmierć głodowa...

Gekonik

niedziela, 26 lipca 2009

No kochani, sama jeszcze w to nie mogę uwierzyć, ale po 4 tygodniach tułaczki po Azji, wczoraj o 22 przekroczyliśmy próg mieszkania. Powrót zajął nam dokładnie 25 godzin i przebiegał prawie bez zakłoceń oprócz tego, ze przed Kijowem w samolocie było czuć swądek palonych kabli... Teraz z racji róznicy czasu 5 godzin musimy się jakoś przestawić, a poza tym przejrzeć zdjęcia a mamy ich około 5000, oraz filmiki (w sumie ponad 6 godzin nagranego materiału - dziękuję moim uczniom, którzy do tego mnie namówili -szczególnie Grześkowi Mirockiemu). To naprawdę fajna sprawa - a ile rzeczy z tego będę mogła wykorzystać w szkole na lekcjach:)

Po ilości wejść na stronę widzę, że duzo osób codziennie śledziła nasze poczynania. Oczywiscie to co jest na stronie, to nie wszytskie nasze odpwiedzone miejsca i wrazenia, ale zapewne dużo każdy przy okazji spotkań od nas się dowie.

Te 4 tygodnie w Azji minęły jak jeden dzień. Dzisiaj nie mam co z sobą zrobić:) tak to jest jak kazdego dnia planowało się kolejny dzień podróży, a teraz cos trzeba zrobić ze sobą. Indochiny to naprawdę super miejsce -każdy kraj niby taki sam a jednak bardzo inny. z jednej strony bogata Malezja, a po drugiej biedna Kambodża, a gdzieś pomiedzy nimi Laos. Malezja ma swietne drogi, natomiast Kambodża błotniste trakty. Najmilsi i najbardziej uśmięchnięci ludzie są w Laosie. Z kolei w Kambodży najwięcej smutku po reżimie czerwonych khmerów i konsekwencjach wybuchów min - czyli ludzie bez rąk i nóg. Przępiękny górzysty Laos i wielka nizina Mekongu w Kambodży. Heh i najwięcej smażonych "robali" - pająków, karaluchów, koników polnych itp w Kambodży. A co je łączy w tej chwili? na pewno nieprzewidywalna pora deszczowa (będzie padać albo nie bedzie padać, a jak bedzie to jak długo?), wielka rzeka Mekong, przepiękne wodospady (teraz gdy pada), wszędobylskie pojazdy tuk - tuki, potrawy kuchni indochińskiej, cudowne gekony i moje kochane bawoły wodne i mogłabym tak wymieniać bez końca, bo Azja jest magiczna!!! Jest tam tak pięknie i jednocześnie ludzie prowadzą tak prosty i czesto spartański tryb życia (a jednocżeśnie wygladają na szczęśliwych)- właśnie to kocham w Azji najbardziej... więc myślę, że nie jest to mój ostatni pobyt na tym kontynencie. Tam wraca się naprawdę z ochotą.

Jak przebiję się przez filmiki to moze w sierpniu uda mi się coś tu z nich zamieścić

czwartek, 23 lipca 2009

Ostatnie 2 dni spędziliśmy w Malezji – kraju bardzo barwnego pod względem kultury i koloru skóry ludzi. Na każdym kroku można tu spotkać Hinduski ubrane w sari, muzułmanki w czadorach, a także bardzo dużo ludności chińskiej (są tu w każdym mieście Chinatown, które zajmują głównie centra miast). Religia tez różna – spotkać można meczety, świątynie buddyjskie i hinduistyczne, są także kościoły anglikańskie, jako spadek po kolonizacji, można też odwiedzić świątynie konfucjańskie.

Merdeka Square

Każda dzielnica, czy to chińska czy hinduska ma swoje bazary, a na nich można kupić wszystko od najzwyklejszej chińskiej tandety, aż po niezłe podróbki zegarków najlepszych światowych marek.

Merdeka Square by night

Zabudowa dookoła to również mieszanka – centra to przepiękne stare budynki koloniale z elementami regionalnymi, a za nimi rozpościerają się wszelkiej wysokości nowoczesne wieżowce, które często w swojej architekturze posiadają elementy chińskie, arabskie, czy w ogóle indochińskie.

Jedzenie w Chinatown

Ruch na ulicach przeogromny, kilku pasmowe drogi prowadzą w wielu kierunkach i na kilku poziomach. Gorzej aby przedostać się na drugą stronę ulicy. Zagadką są dla mnie tutaj światła. Niby są przyciski przed przejściem dla pieszych, ale nie działają, a światła same się nie zmieniają, toteż notorycznie pieszy ma czerwone światło – a trzeba pokonać pieszo kilka pasów...

Melaka

Za miastami są autostrady, na których autobus jedzie ze średnią prędkością 120km/h, co czyni przejazd szybkim, a poza tym pojazdy są komfortowe (oprócz tego że mało nie zabiją klimatyzacją) więc jeździ się bardzo przyjemnie.

Ryksze w Melace

Jak na Azję Malezja jest naprawdę czysta. Wszędzie są znaki o zakazie śmiecenia, palenia papierosów, czy też żucia gumy(można dostać mandacik).

Ruiny kościoła św. Pawła w Melace

Ten krótki pobyt w Malezji sprawił, że z chęcią kiedyś tu przyjadę na dłużej, bo kraj ma do zaoferowania bardzo dużo ciekawych atrakcji, a ceny nie są wysokie – jedzenie i przejazdy tanie, natomiast droższe wstępy i noclegi.

Melaka - Chinatown

środa, 22 lipca 2009

Dr FishBędąc w Kambodży doświadczylimy oboje ciekawego zabiegu leczniczego. Mianowicie na nocnym bazarze za jedyne 3 dolary od osoby można zanurzyć sobie stopy w basenie pełnym małych rybek, które to zaraz po włożeniu stóp ochoczo zabierają się do... ich obgryzania. Jak podają źródła i jak doświadczyliśmy na własej skórze, rybki te żywią się jedynie martwą tkanką, pozostawiając palce całe (los włosów na łydkach jest sporny). Jednocześnie zabieg taki to przednia zabawa, gdyż rybki łaskoczą niemiłosiernie. Efekt gwarantowany, po wyjęciu stopy są jak u niemowlaka:)

Nazwa 'handlowa' rybek to "Dr Fish" (tylko taką nazwę potrafili podać właściciele) a zabieg nazywał się "Fish Massage". Więcej na ten temat udało mi się znaleźć tutaj.

PS. W Kuala Lumpur w chińskiej dzielnicy również widzieliśmy wiele ofert podobnego masażu za około 15zł.

wtorek, 21 lipca 2009

Dzisiaj nie ma się co rozpisywać. Petronas Twin Towers, chluba Malezji, jedne z najwyższych budynków świata.

Całkowita wysokość to 452 metry, ale turyści mogą wjechać jedynie na taras łączący wieże (41 piętro, 170 metrów nad ziemią). Jako że wjazd jest darmowy, a wpuszczają tylko 1200 osób dziennie, nie trudno się domyślić, że biletów zaczyna brakować już około godziny 11-tej - rano odbiera się bilety rozpisane na różne godziny wjazdów w ciągu całego dnia. My do Kuala Lumpur przylecieliśmy w południe, więc rannych biletów dla nas zabrakło. Na szczęście, dzięki naszemu urokowi osobistemu udało nam się dostać bilety o godzinie 17tej z natychmistwowym terminem wjazdu na górę.

Ostatnie zdjęcie zrobione jest z wieży telewizyjnej Menara Kuala Lumpur (4-tej co do wielkości wieży telewizyjnej na świecie) z tarasu widokowego znajdującego się na 260 metrze.

Petronas Twin Towers

Petronas Twin Towers

Petronas Twin Towers

Petronas Twin Towers

Petronas Twin Towers

Petronas Twin Towers

Petronas Twin Towers

poniedziałek, 20 lipca 2009

Angkor Wat

Angkor Wat

Angkor Wat

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Ta Phrom

Ta Phrom

Ta Phrom

Ta Phrom

Ta Som

Ta Som

niedziela, 19 lipca 2009

Podstawowym środkiem transportu w Kambodży jest skuter. Tutaj jest to pojazd rodzinny zabierający swobodnie 3 dorosłych, rodzinę z dwójką dzieci, a po odpowiednim upakowaniu na motocyklu potrafi się zmieścić nawet 5 osób.

Skuter

Taksówek z wyjątkiem Phnom Penh nie spotyka się w Kambodży w ogóle, ale nie znaczy to, że nie można tu za odpowiednią opłatą przedostać się z miejsca na miejsce. Rozwiązaniem jest motocykl oczywiście. Właściciele domowym sposobem montują na swoich skuterach większe siedzenie i mieści się na nich tyle samo osób, jak podałem wyżej. Miejscowi zwyczajowo za rundę po mieście płacą 0,5-1 dolara, turyści zależnie od tego ile uda im się wytargować.

Skuter

Jeśli ktoś nie ma co robić ze swoimi pieniędzmi lub jest turystą, może zaszaleć i wynająć tuk-tuka. Tuk-tuk inaczej niż w Tajlandii i Laosie nie jest tu specjalnym dziwnym pojazdem, a po prostu jest to zwykły motocykl ze śmieszną przyczepką. W tuk tuku mieści się od 2 do 4 turystów, lub nieograniczona ilość miejscowych. Podobnie jak motocykla, koszt wynajęcia tuk-tuka zależy od umiejętności targowania się turysty. My za pół dnia pracy kierowcy z tuk-tukiem (około 30km trasy + około 5 godzin czekania) zarówno w Phnom Penh jak i Siem Reap (trasa po kompleksie Angkor) zapłaciliśmy po 10 dolarów.

Tuk tuk

Funkcjonuje też transport publiczny, niestety kursujący tylko na dłuższych trasach poza miasto. Sa to najczęściej ciężarówki przystosowane do przewozu osób, Potrafią pomieścić kilkanaście osób, kilka worków z ryżem i 20 kur.

Mnisi na pace

No i wreszcie dochodzimy do samochodów. Triumfy sprzedaży świętuje w Kambodży koncern Toyota, ponieważ dwie trzecie samochodów osobowych to właśnie Toyoty i Lexusy.
Na ulicach prawie w ogóle nie widać starych samochodów, najgorsze spotykane popularne samochody to kilkuletnie Toyoty Camry, ale królem szos jest terenowa Toyota Land Cruiser V8 (aby rozróżnić zwykłego Land Cruisera od Land Cruisera V8 odsyłam do polskiej strony Toyoty) lub jej bliźniaczy model Lexusa LX 470 (lub 570 - oba w ogóle nie są znane w Polsce). Wiele ze wspomnianych samochodów korzysta z przywileju i w ogóle nie ma żadnych tablic rejestracyjnych.

Toyota Land Cruiser V8

Samochodów nawet w Phnom Penh jest tak mało, że po pierwsze prawie wcale nie nie ma tutaj korków, a po drugie spotyka się tak dużo samochodów luksusowych w porównaniu do całej reszty, że wydaje się, iż jesteśmy w Szwajcarii, a nie w jednym z najbiedniejszych krajów Azji. Prawda jest jednak inna. Moim zdaniem zwykłych mieszkańców Kambodży nie stać na żaden samochód, a ci nieliczni których na samochód stać mają tak obrzydliwie dużo pieniędzy, że jedynym wyborem jest Lexus LX 470.

Lexus LX 470

sobota, 18 lipca 2009

Jesteśmy już kilka dni w tym kraju i porównując go z Laosem różnią się i to dość znacznie pod wieloma względami. Kambodża posiada bardzo złożona historię o czym pisaliśmy w poprzednich postach - reżim czerwonych Khmerów. Pod względem geograficznym Laos w 70% jest górzysty, natomiast Kambodża to wielka nizina Mekongu. Ludzie w kambodży z racji tego iż są biedniejsi bardziej nastawieni są na pieniądze turystów. Oznacza to, że wszędzie są dość nachalni kierowcy tuk tuków, którzy będą przekonywać o konieczności przejazdu ich pojazdem, poza tym czekają na potencjalnych zagranicznych turystów tam gdzie przyjeżdżają autobusy i rzucają się jak te hieny. Ale z drugiej strony cóż temu sie dziwić skoro kraj do bogatych nie należy, praktycznie nie ma tu przemysłu, a tylko 13% ludzi mieszka w mieście, a ponad 60% to analfabeci. Ponadto spotykamy dużo osób bez rąk czy nóg, co jest efektem min których w tym kraju jest jeszcze bardzo dużo. Na pewno na duży plus przemawia w Kambodży to, że bardzo dużo ludzi zna język angielski. No i dość śmieszne jest to, że równolegle funkcjonują tu dwie waluty - kambodżański riel i amerykański dolar. nie ważne która waluta się płaci. Można zapłacić w dolarach a resztę otrzymać w rielach.

Przejscie graniczne

Poza tym w Kambodży płaci się za wszystko - poczynając od przejścia granicznego - 1 dolar za wbicie stempla wjazdowego, po czym pieniądze należy wrzucać do walizeczki na biurku celnika. Potem koniecznie trzeba przejść przez stanowisko kontroli medycznej - czyli wypełnić formularz czy ostatnio się chorowało... po czym uiścić opłatę około 0,5 dolara za żółty świstek świadectwa, że jesteśmy zdrowi...


W pierwotnej wersji chcieliśmy kupić sobie transport tylko do granicy, a potem dalej, ale ostatecznie kupiliśmy aż do stolicy Phnom Penh. I dobrze zrobiliśmy, gdyż na granicy nic nie ma. W tej części kraju nawet mało jest osad ludzkich nie wspominając o transporcie. Na bank utknęlibyśmy na granicy na dłużej, ale trzeba by było sowicie zapłacić za wydostanie się stąd. większość osób w autobusie to byli zagraniczni turyści, ale dla 1 osoby zabrakło miejsca więc dostawiono... zwykłe drewniane krzesło na przedzie autobusu. Kolumbijczyk który owo zaszczytne miejsce otrzymał popędził jeszcze poszukać sobie poduszki, a kiedy ją zdobył jechał niczym król na tronie. 
Kiedy lepsza droga się skończyła jechaliśmy ubitym traktem, jednak że padało ów tarkt przypominał pomarańczowa breję (taki kolor ma tutejsza gleba), wjeżdżając w dziury chlapało na potęgę, po pewnym czasie już nic nie mogłam zobaczyć przez szybę, bo była brudna...

Stolica Phnom Penh zrobiła na mnie wrażenie. Dookoła bieda ale stolica bardzo ładna (Vientiane w Laosie się nie umywa). chociaż, tak jak w Bangkoku, tak i w tutejszym pałacu królewskim nie udało nam się zobaczyć szmaragdowego buddy - pałac był zamknięty dla zwiedzających bo urzędował w nim król.
Phnom Penh

Smażone pająki

Ze stolicy pojechaliśmy do Batambang - region tego miasta to jedno z najbardziej zaminowanych obszarów kraju. Przyjechaliśmy w 5 godzin autobusem 270km, ale można było przyjechać pociągiem, ale jazda nim trwa... 14 godzin, w zamian przejechaliśmy się bambusowym tratwo-pociągiem. Tutaj na ulicy widziałam niesamowity obrazek - na bagażniku motoru była wieziona gigantycznych rozmiarów świnia, ale była naprawdę gigantyczna. na tym bagażniku leżała na plecach(!!!) nogami miotała w powietrzu, a ogromniaste uszy powiewały jej od podmuchów jazdy...

Pływające wioski

Pływające wioskiZ Batambang popłynęliśmy łodzią do Siem Riep. To najlepsza droga dojazdu, można autobusem, ale trwałoby to wieczność. Łodzią wyniosło "zaledwie" 7 godzin, ale było warto. Za miastem Batambang rzeka zwęża się do kilku metrów i zaczyna płynąć zakolami. Momentami zakola byly tak ciasne, że nasza łódź obijała się o brzegi i tyczką trzeba było ja odpychać. Na brzegach rzeki co chwilę pojawiały się domki tutejszych mieszkańców. Bardzo biedne - często unoszące się na wodzie, albo tonące w błocie. Na polach ryżu trwały właśnie zbiory i młócenie. Co chwilę przelatywały nad nami niezliczonych gatunków ptaki.
Im dłużej płynęliśmy tym coraz więcej było pływających wsi na bambusowych tratwach (super sprawa, bo gdy poziom wód się podnosi w porze deszczowej, wioska podnosi sie wraz z rzeką). Sklepy, szkoły, a nawet kościół wszystko znajduje się na tratwach. Życie toczy się swoim torem - ktoś się myje w rzece,albo reperuje sieci, czy też łowi, albo się obija huśtając na hamaku... i wszystko na to można sobie do woli patrzeć.

Pływające wioski

Aż w końcu rzeka która płynęliśmy dotarła do jeziora Tonle Sap. Wpłynęliśmy na nie jak na morze. Jest gigantycznych rozmiarów - podobno jedno z największych w Azji - to rezerwuar ogromnych ilości ryb, gdyż w porze deszczowej rzeka łącząca jezioro z Mekongiem zmienia swój bieg i z Mekongu wtłacza do jeziora ogromne ilości wody wraz z rybami.
przepłynęliśmy do jednego z brzegów jeziora i wąską rzeką udaliśmy się dalej w kierunku Siem Reap mijając kolejna pływającą wioskę. na przystani czekały już rzesze kierowców tuk tuków aby zarobić na przybywających turystów. Każdy dzierżył w dłoni kartkę z napisem, ze zawiezie za 1 dolara. Na nas czekał już tuk tuk z guesthouse-u, który sobie zarezerwowaliśmy dzień wcześniej. Nie dało się go nie zauważyć... duża plansza z żółtym uśmieszkiem (bo nazwa GH to Smiley) oraz zniekształcone nasze imiona i nazwisko;)
I tak oto dotarliśmy do Siem Reap miejsca słynnego ze świątyń Angkor Watu...

Smiley's Guesthouse

czwartek, 16 lipca 2009

Tylko w Kambodży może się zdarzyć tak, że mieszkańcy może z potrzeby wynalazku, może z biedy, może po prostu dla zabawy, robią sobie własną kolej.

W Kambodży są dwie stare linie kolejowe (jedna z Phnom Penh przez Batambang do granicy z Kambodżą, a druga z Phnom Penh do Sihankulville na wybrzeżu), które są co prawda nadal w użyciu, ale jeździ nimi jeden pociąg dziennie.

Dlatego, aby tory nie byly bezużyteczne przez resztę czasu, Kambodżańczycy używają ich do własnych celów przez resztę czasu.

Aby ich pojazdy można było łatwo stawiać i zdejmować z torów, wagoniki są z bambusa (stąd tez nazwa - Bamboo Train):

Bamboo Train

Silnik oczywiście musi być zasilany - nasz zasilany był Fantą:

Bamboo Train

Niestety tory są jedne, a czasami pociągi jeżdżą w przeciwnychkierunkach.

Bamboo Train

Wtedy trzeba tymczasowo jeden z pociągów zdemontować:

Bamboo Train

 
1 , 2 , 3
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
statystyka