Wpisy z tagiem: Kambodża

niedziela, 09 sierpnia 2009

Podczas porządkowania zdjęć natknąłem się na malutkiego gekona, którego znaleźliśmy w naszym pokoju w Siem Reap. Próbowaliśmy go złapać i uratować, bo nasz pokój był na tylre szczelnie zamknięty, że szansa na znalezienie pożywienia - komara lub innego robaka - była niewielka i gekonowi groziła śmierć głodowa...

Gekonik

środa, 22 lipca 2009

Dr FishBędąc w Kambodży doświadczylimy oboje ciekawego zabiegu leczniczego. Mianowicie na nocnym bazarze za jedyne 3 dolary od osoby można zanurzyć sobie stopy w basenie pełnym małych rybek, które to zaraz po włożeniu stóp ochoczo zabierają się do... ich obgryzania. Jak podają źródła i jak doświadczyliśmy na własej skórze, rybki te żywią się jedynie martwą tkanką, pozostawiając palce całe (los włosów na łydkach jest sporny). Jednocześnie zabieg taki to przednia zabawa, gdyż rybki łaskoczą niemiłosiernie. Efekt gwarantowany, po wyjęciu stopy są jak u niemowlaka:)

Nazwa 'handlowa' rybek to "Dr Fish" (tylko taką nazwę potrafili podać właściciele) a zabieg nazywał się "Fish Massage". Więcej na ten temat udało mi się znaleźć tutaj.

PS. W Kuala Lumpur w chińskiej dzielnicy również widzieliśmy wiele ofert podobnego masażu za około 15zł.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Angkor Wat

Angkor Wat

Angkor Wat

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Angkor Thom, Bayon

Ta Phrom

Ta Phrom

Ta Phrom

Ta Phrom

Ta Som

Ta Som

niedziela, 19 lipca 2009

Podstawowym środkiem transportu w Kambodży jest skuter. Tutaj jest to pojazd rodzinny zabierający swobodnie 3 dorosłych, rodzinę z dwójką dzieci, a po odpowiednim upakowaniu na motocyklu potrafi się zmieścić nawet 5 osób.

Skuter

Taksówek z wyjątkiem Phnom Penh nie spotyka się w Kambodży w ogóle, ale nie znaczy to, że nie można tu za odpowiednią opłatą przedostać się z miejsca na miejsce. Rozwiązaniem jest motocykl oczywiście. Właściciele domowym sposobem montują na swoich skuterach większe siedzenie i mieści się na nich tyle samo osób, jak podałem wyżej. Miejscowi zwyczajowo za rundę po mieście płacą 0,5-1 dolara, turyści zależnie od tego ile uda im się wytargować.

Skuter

Jeśli ktoś nie ma co robić ze swoimi pieniędzmi lub jest turystą, może zaszaleć i wynająć tuk-tuka. Tuk-tuk inaczej niż w Tajlandii i Laosie nie jest tu specjalnym dziwnym pojazdem, a po prostu jest to zwykły motocykl ze śmieszną przyczepką. W tuk tuku mieści się od 2 do 4 turystów, lub nieograniczona ilość miejscowych. Podobnie jak motocykla, koszt wynajęcia tuk-tuka zależy od umiejętności targowania się turysty. My za pół dnia pracy kierowcy z tuk-tukiem (około 30km trasy + około 5 godzin czekania) zarówno w Phnom Penh jak i Siem Reap (trasa po kompleksie Angkor) zapłaciliśmy po 10 dolarów.

Tuk tuk

Funkcjonuje też transport publiczny, niestety kursujący tylko na dłuższych trasach poza miasto. Sa to najczęściej ciężarówki przystosowane do przewozu osób, Potrafią pomieścić kilkanaście osób, kilka worków z ryżem i 20 kur.

Mnisi na pace

No i wreszcie dochodzimy do samochodów. Triumfy sprzedaży świętuje w Kambodży koncern Toyota, ponieważ dwie trzecie samochodów osobowych to właśnie Toyoty i Lexusy.
Na ulicach prawie w ogóle nie widać starych samochodów, najgorsze spotykane popularne samochody to kilkuletnie Toyoty Camry, ale królem szos jest terenowa Toyota Land Cruiser V8 (aby rozróżnić zwykłego Land Cruisera od Land Cruisera V8 odsyłam do polskiej strony Toyoty) lub jej bliźniaczy model Lexusa LX 470 (lub 570 - oba w ogóle nie są znane w Polsce). Wiele ze wspomnianych samochodów korzysta z przywileju i w ogóle nie ma żadnych tablic rejestracyjnych.

Toyota Land Cruiser V8

Samochodów nawet w Phnom Penh jest tak mało, że po pierwsze prawie wcale nie nie ma tutaj korków, a po drugie spotyka się tak dużo samochodów luksusowych w porównaniu do całej reszty, że wydaje się, iż jesteśmy w Szwajcarii, a nie w jednym z najbiedniejszych krajów Azji. Prawda jest jednak inna. Moim zdaniem zwykłych mieszkańców Kambodży nie stać na żaden samochód, a ci nieliczni których na samochód stać mają tak obrzydliwie dużo pieniędzy, że jedynym wyborem jest Lexus LX 470.

Lexus LX 470

sobota, 18 lipca 2009

Jesteśmy już kilka dni w tym kraju i porównując go z Laosem różnią się i to dość znacznie pod wieloma względami. Kambodża posiada bardzo złożona historię o czym pisaliśmy w poprzednich postach - reżim czerwonych Khmerów. Pod względem geograficznym Laos w 70% jest górzysty, natomiast Kambodża to wielka nizina Mekongu. Ludzie w kambodży z racji tego iż są biedniejsi bardziej nastawieni są na pieniądze turystów. Oznacza to, że wszędzie są dość nachalni kierowcy tuk tuków, którzy będą przekonywać o konieczności przejazdu ich pojazdem, poza tym czekają na potencjalnych zagranicznych turystów tam gdzie przyjeżdżają autobusy i rzucają się jak te hieny. Ale z drugiej strony cóż temu sie dziwić skoro kraj do bogatych nie należy, praktycznie nie ma tu przemysłu, a tylko 13% ludzi mieszka w mieście, a ponad 60% to analfabeci. Ponadto spotykamy dużo osób bez rąk czy nóg, co jest efektem min których w tym kraju jest jeszcze bardzo dużo. Na pewno na duży plus przemawia w Kambodży to, że bardzo dużo ludzi zna język angielski. No i dość śmieszne jest to, że równolegle funkcjonują tu dwie waluty - kambodżański riel i amerykański dolar. nie ważne która waluta się płaci. Można zapłacić w dolarach a resztę otrzymać w rielach.

Przejscie graniczne

Poza tym w Kambodży płaci się za wszystko - poczynając od przejścia granicznego - 1 dolar za wbicie stempla wjazdowego, po czym pieniądze należy wrzucać do walizeczki na biurku celnika. Potem koniecznie trzeba przejść przez stanowisko kontroli medycznej - czyli wypełnić formularz czy ostatnio się chorowało... po czym uiścić opłatę około 0,5 dolara za żółty świstek świadectwa, że jesteśmy zdrowi...


W pierwotnej wersji chcieliśmy kupić sobie transport tylko do granicy, a potem dalej, ale ostatecznie kupiliśmy aż do stolicy Phnom Penh. I dobrze zrobiliśmy, gdyż na granicy nic nie ma. W tej części kraju nawet mało jest osad ludzkich nie wspominając o transporcie. Na bank utknęlibyśmy na granicy na dłużej, ale trzeba by było sowicie zapłacić za wydostanie się stąd. większość osób w autobusie to byli zagraniczni turyści, ale dla 1 osoby zabrakło miejsca więc dostawiono... zwykłe drewniane krzesło na przedzie autobusu. Kolumbijczyk który owo zaszczytne miejsce otrzymał popędził jeszcze poszukać sobie poduszki, a kiedy ją zdobył jechał niczym król na tronie. 
Kiedy lepsza droga się skończyła jechaliśmy ubitym traktem, jednak że padało ów tarkt przypominał pomarańczowa breję (taki kolor ma tutejsza gleba), wjeżdżając w dziury chlapało na potęgę, po pewnym czasie już nic nie mogłam zobaczyć przez szybę, bo była brudna...

Stolica Phnom Penh zrobiła na mnie wrażenie. Dookoła bieda ale stolica bardzo ładna (Vientiane w Laosie się nie umywa). chociaż, tak jak w Bangkoku, tak i w tutejszym pałacu królewskim nie udało nam się zobaczyć szmaragdowego buddy - pałac był zamknięty dla zwiedzających bo urzędował w nim król.
Phnom Penh

Smażone pająki

Ze stolicy pojechaliśmy do Batambang - region tego miasta to jedno z najbardziej zaminowanych obszarów kraju. Przyjechaliśmy w 5 godzin autobusem 270km, ale można było przyjechać pociągiem, ale jazda nim trwa... 14 godzin, w zamian przejechaliśmy się bambusowym tratwo-pociągiem. Tutaj na ulicy widziałam niesamowity obrazek - na bagażniku motoru była wieziona gigantycznych rozmiarów świnia, ale była naprawdę gigantyczna. na tym bagażniku leżała na plecach(!!!) nogami miotała w powietrzu, a ogromniaste uszy powiewały jej od podmuchów jazdy...

Pływające wioski

Pływające wioskiZ Batambang popłynęliśmy łodzią do Siem Riep. To najlepsza droga dojazdu, można autobusem, ale trwałoby to wieczność. Łodzią wyniosło "zaledwie" 7 godzin, ale było warto. Za miastem Batambang rzeka zwęża się do kilku metrów i zaczyna płynąć zakolami. Momentami zakola byly tak ciasne, że nasza łódź obijała się o brzegi i tyczką trzeba było ja odpychać. Na brzegach rzeki co chwilę pojawiały się domki tutejszych mieszkańców. Bardzo biedne - często unoszące się na wodzie, albo tonące w błocie. Na polach ryżu trwały właśnie zbiory i młócenie. Co chwilę przelatywały nad nami niezliczonych gatunków ptaki.
Im dłużej płynęliśmy tym coraz więcej było pływających wsi na bambusowych tratwach (super sprawa, bo gdy poziom wód się podnosi w porze deszczowej, wioska podnosi sie wraz z rzeką). Sklepy, szkoły, a nawet kościół wszystko znajduje się na tratwach. Życie toczy się swoim torem - ktoś się myje w rzece,albo reperuje sieci, czy też łowi, albo się obija huśtając na hamaku... i wszystko na to można sobie do woli patrzeć.

Pływające wioski

Aż w końcu rzeka która płynęliśmy dotarła do jeziora Tonle Sap. Wpłynęliśmy na nie jak na morze. Jest gigantycznych rozmiarów - podobno jedno z największych w Azji - to rezerwuar ogromnych ilości ryb, gdyż w porze deszczowej rzeka łącząca jezioro z Mekongiem zmienia swój bieg i z Mekongu wtłacza do jeziora ogromne ilości wody wraz z rybami.
przepłynęliśmy do jednego z brzegów jeziora i wąską rzeką udaliśmy się dalej w kierunku Siem Reap mijając kolejna pływającą wioskę. na przystani czekały już rzesze kierowców tuk tuków aby zarobić na przybywających turystów. Każdy dzierżył w dłoni kartkę z napisem, ze zawiezie za 1 dolara. Na nas czekał już tuk tuk z guesthouse-u, który sobie zarezerwowaliśmy dzień wcześniej. Nie dało się go nie zauważyć... duża plansza z żółtym uśmieszkiem (bo nazwa GH to Smiley) oraz zniekształcone nasze imiona i nazwisko;)
I tak oto dotarliśmy do Siem Reap miejsca słynnego ze świątyń Angkor Watu...

Smiley's Guesthouse

czwartek, 16 lipca 2009

Tylko w Kambodży może się zdarzyć tak, że mieszkańcy może z potrzeby wynalazku, może z biedy, może po prostu dla zabawy, robią sobie własną kolej.

W Kambodży są dwie stare linie kolejowe (jedna z Phnom Penh przez Batambang do granicy z Kambodżą, a druga z Phnom Penh do Sihankulville na wybrzeżu), które są co prawda nadal w użyciu, ale jeździ nimi jeden pociąg dziennie.

Dlatego, aby tory nie byly bezużyteczne przez resztę czasu, Kambodżańczycy używają ich do własnych celów przez resztę czasu.

Aby ich pojazdy można było łatwo stawiać i zdejmować z torów, wagoniki są z bambusa (stąd tez nazwa - Bamboo Train):

Bamboo Train

Silnik oczywiście musi być zasilany - nasz zasilany był Fantą:

Bamboo Train

Niestety tory są jedne, a czasami pociągi jeżdżą w przeciwnychkierunkach.

Bamboo Train

Wtedy trzeba tymczasowo jeden z pociągów zdemontować:

Bamboo Train

Jednymi z ważniejszych miejsc (nie chce tu pisać o atrakcjach turystycznych) odwiedzanymi przez turystów w dzisiiejszej Kambodży są pozostałości po rządach Pol Pota i reżimie Czerwonych Khmerów w latach 70-tych.

Nie czuję się na tyle biegły w temacie historii współczesnej Kambodży, aby podawać tu fakty historyczne, odsylam zatem do innych źródeł.

Pokażę za to co widzielismy.

Najpierw pojechaliśmy na Pola Śmierci gdzie znajdują się masowe groby 17 tysięcy ofiar reżimu Pol Pota.

Pola Śmierci

Jak widać powyżej kości nadal leżą zaraz obok ściezki... Czaszki umieszczono we wnętrzu buddyjskiej stupy.

Pola Śmierci

Później pojechaliśmy do Tuol Sleng - szkoły zamienionej przez Czerwonych Khmerów w więzienie.

Tuol Sleng

Wiele sal zostawiono w takim stanie jak je zastano podczas wyzwalania więzienia. Usunięto jedynie ciała. Na fotografiach pokazano jak wyglądała sala w momencie wyzwolenia.

Tuol Sleng

W innych salach umieszczono kilkanaście tysięcy fotografii ofiar więzienia. Więzienie przeżylo 7 osób.

Tuol Sleng

Dzisiaj w okolicy miasta Batambang odwiedzilismy jeszcze jaskinię, która służyła Czerwonym Khmerom do mordowania ludzi. Wtrącali więźniów do jaskini przez otwór w suficie i więźniowie lecieli kilkadziesiąt metrów w dół.

Killing Cave

 

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
statystyka