Wpisy z tagiem: jawa
niedziela, 06 lipca 2008
Gdy jesteśmy na dnie krateru, to wrażenia są niesamowite. Czujemy się jak w piekle. Otwór z którego wydobywa się najwięcej siarkowych oparów polewany jest wodą z gumowych węży, co chyba ma prowadzić do krystalizacji siarki. Co chwilę jakiś robotnik zanika w kłębach oparów. Kiedy z nich się wyłania pluje, kaszle. Pracuje bez jakiejkolwiek maski. Robotnik przeprowadza nas przez opary, coś okropnego, szczypie w oczy nic nie widać na metr. Zapach, a właściwie odór jej jest okropny, przed dosłownie wymiotami powstrzymuje nas zagryzanie materiału i zasłanianie nosa. Schodzimy pod zielonkawe jezioro siarkowe. Co chwile zawiewa siarką i musimy znowu zagryzać materiału. W między czasie zbieram fragmenty siarki do woreczków. Wytrzymujemy tylko 15 minut. Wracając tez kaszlemy, przesiąkneliśmy cali siarką. W drodze do góry na krawędź krateru, robotnik mówi nam że za 1 kg siarki otrzymują 500 Rp, przy około 80kg za jednym razem daje to 40000 Rp czyli 4,5 dolara!!! Robotnik taki 2 razy w ciągu dnia schodzi do krateru, czyli dziennie może zarobić około 9 dolarów za tak katorżniczą pracę.
Po 4 godzinach wracamy do naszego busa, który wiezie nas na sam wchód jawy, gdzie mamy wsiąść na prom na Bali. Po drodze mijamy plantacje kawy, drzew kauczukowca, trzciny cukrowej. O 12 odbijamy z Jawy i przez pół godziny płyniemy na Bali. Zmieniamy czas na +6 godzin do tego co jest w Polsce. Tutaj wsiadamy do busa i po około kilkunastu km wysiadamy w Parku Narodowym, gdzie idziemy na 2 godzinna wycieczkę do lasu monsunowego, podziwiamy zarośla drzew namorzynowych w morskiej wodzie, wypatrujemy małp, które upodobały sobie okolice hinduskich świątyń, bo tutaj ludzie zostawiają ofiary z jedzenia z których skrzętnie korzystają małpy. W ogóle zmiania się teraz kultura. Jawa była muzułmańska, a Bali jest hinduistyczna, wszędzie w każdym domku na podwórku jest mini świątynka. Wsiadamy do busa i po 1,5 godziny jesteśmy w Lovinie.
3 lipca wyjedzamy w kierunku wulkanu Bromo przed nami cały dzień jazdy przez środkowa Jawę,Zaczyna się od pękniętego koła, potem auto nie chce zapalić więc trzeba je pchać. Ruch niesamowity takiej ilości samochodów w życiu jeszcze nie widziałam. Sznury aut ciągną nieprzerwanie w obu kierunkach. Nasz kierowca jedzie jak wariat- środkiem, poboczem no i przeciwnym pasem ruchu często w ostatniej chwili wracając na swój pas unikając zderzenie z autem z przeciwka.Po 12 godzinach wyczerpującej jazdy docieramy do miejsca gdzie zmienia się kierowca i wjeżdża w górzystą drogę, gdzie ruch maleje, droga kręta, spada temperatura. W koncu dojeżdżamy pod hotel ale nie ten który zakupilimsy wraz z wycieczką. W sumie to nie problem bo ten hotel w ofercie był 2 razy droższy. Przez moment myślimy że zaszła pomyłka że w tym hoteliku mieli nocować Niemiec i rodzinka z Francji którzy jechali z nami busem. Hotel powitał nas iście górskim klimacikiem, zarówno pod względem temperatury tylko 14 stopni, jak i wyglądem hotelu. Co ciekawe mimo w sumie wysokiej temperatury to miejscowi ludzie poubierani byli w puchowe kurtki!!! 3:30 pobudka, po 4 godzinach snu. Po ciemku zostajemy zapakowani do jeepa. Jedziemy znowu krętą i wąską drogą cały czas do góry. Za oknem praktycznie nic w ciemnościach nie widać. Ubrani jesteśmy na cebulkę. Dojeżdżamy pod szczyt widokowej góry, a tam już dziesiątki jeepów. Wieje nie z tej ziemi, czuc zimno, ale bez przesady nawet tutaj można obyć się bez puchowej kurtki. Podchodzimy pod szczyt tłum ludzi czeka na wschód słońca, my szukamy tych wulkanów, ale tam gdzie słońce ma wzejść wulkanów nie ma. Rozglądamy się, są z innej strony, ale tam dużo mniej ludzi. Jest 5 rano, na horyzoncie zaczyna powoli świtać, niebo nabiera kolorów. Wiatr dookoła miota wulkanicznym pyłem. Coraz bardziej widać wulkany m.in. Bromo i największy wulkan Indonezji Semeru. Oba aktywne. Z Bromo cały czas wydobywają się opary gazów, natomiast co około 20 minut opary wyrzuca Semeru.Słońce wychodzi , a Wulkany zaczynają pod jego wpływem kolory. Kiedy słońce wschodzi cześć zagranicznych turystów gównie Japończyków udaje się z powrotem na dół. Nie interesują ich wulkany czekali tylko na malowniczy wschód słońca. My podziwiamy krajobraz do godziny 6 rano, iście księżycowy, nadający się na scenerie do jakiegoś fantastycznego filmu. Potem jeep zabiera nas na wulkan Bromo. Idziemy po czarnym wulkanicznym piasku, pokonujemy 260 stopni na krawędź wulkanu i po 30 minutach możemy zajrzeć do wnętrza krateru i poczuć woń wydobywających się z wnętrza oparów siarkowych. Co tu dużo mówić, jak zawieje to śmierdzi jak diabli. Wracamy do hotelu zabieramy rzeczy i jedziemy w stronę wulkanu Ijen we wschodniej Jawie. Jest już rano i widno więc możemy podziwać okolicę. Każdy skrawek wulkanicznego terenu wykorzystany jest pod uprawę. Na żyznej wulkanicznej glebie ku mojemu zdziwieniu rośnie najwięcej… cebuli!!! Po godzinie jazdy zostajemy wyrzuceni w punkt przesiadkowy wszystkich wyjazdów i przepakowani do innych busów. Tym razem jedziemy z 4 osobową rodziną z Niemiec. Po drodze mijamy plantacje trzciny cukrowej, bananów, pola ryżowe. Muzułmanie w Indonezji nie chodzą raczej w dżeabijach tylko w koszulach i kawałka materiału przepasanego niczym spódnica. Wjeżdżamy w obszar górski, co chwilę mijamy plantacje drzew z których pozyskiwana jest żywica, oraz plantacje kawy. Prawie już zmierzcha wiec w przeciwnym kierunku wracają ciężarówki wypełnione po brzegi z ludźmi którzy wracają z plantacji do domu. W końcu za oknem krajobraz dziczeje wjeżdżamy w prawdziwy deszczowy las strefy równikowej. Gęsty, ciemny, z kolorowymi kwiatami, drzewiastymi paprociami i w ogóle wysokimi drzewami. Po ciemku trafiamy do hotelu, a po szybkiej kolacji idziemy do pobliskiej fabryki przerabiającej kawę. Poznajemy proces jej tworzenia. Od czerwonych kulek świeżej kawy, poprzez luskanie ziarenek, jej 36 godzinną fermentację i suszenie na placu na słońcu przez 18 dni. Okazuje się że to co każdemu z nas kojarzy się z kawą czyli jej zapach i aromat to prażone ziarna. Przez cały proces powstawania kawy, zapachu nie ma. Grunt to prażenie. O 22 idziemy spać, bo jutro znowu pobudka o 3:30.
sobota, 05 lipca 2008
Ostatnie 3 dni nie nalezaly do tych kiedy to sie lezy do gory brzuchem. 3 lipca o 10:00 wsiedlismy w Yogyakarcie do busa i pojechalismy na wschod w kierunku wulkanow Bromo i Semeru. Mimo tego, ze kierowca bardzo sie spieszyl, wyprzedzal na 3go lamal wszelkie mozliwe przepisy drogowe podroz zajela nam prawie 12 godzin. Juz po 21 zainstalowalismy sie w pieknym gorskim hotelu o nazwie Yoshi, a niespelna pare godzin pozniej o 3:30 wstalismy po to, aby o 4 wyjechac dzipem na szczyt gory z ktorej mielismy podziwiac piekny widok wulkanow Bromo i Semeru. Widok rzeczywiscie byl niczego sobie, zreszta jak sie uda to sprobujemy wrzucic na strone pare zdjec.... jak sie uda:) Poki co moge tylko napisac ze widzielismy mniej wiecej to co na zdjeciu na gorze naszego bloga. Ale idzmy dalej... Wrocilismy dzipem do hotelu po to aby wyjechac kolejna kilkugodzinna trase na Wschod Jawy do plantacji kawy Ijen. Dotarlismy okolo 19tej, szybki obiad (kolacja?) do lozeczka i pobudka o..... o 3:30, a jakze. Tym razem wjechalismy w okolice kolapni siarki Kawah Ijen, 1,5 godzinny spacer i bylismy na kraterze wulkanu. Prom na Bali plynie godzine wiec po poludniu zdazylismy jeszcze odwiedzic las monsunowy oraz porobic fotki drzewom namorzynowym no i tak dotarlismy do momentu w ktorym siedze w kafejce internetowej i pisze ten wpis. A jutro nie robimy nic, po prostu..... Do nastepnego napisania!
środa, 02 lipca 2008
No witam znowu kafejka internetowa. niestety nie sa tutaj tak szybkie i troche czasu potzreba poswiecic na napisac i przeslanie czegokolwiek troche czasu zajmuje. Ostatnio pisalam przedwczoraj z jakarty, dzisiaj jestesmy dalej na wschod o jakies 500-600km w Yogjakarcie - 3,5 mln miescie. przyjechalismy wczoraj po dosc dlugim pzrejezdzie busem prawie 15 godzin w nocy, a wytrzeslo nami jak workiem kartofli. wczorajszy dzien poswiecilismy na ogladaniu miasta tj Palacu Sultana (ktory na dodatek jest i w nim mieszka), ptasiego targu, ruin starego palacu, a takze platalismy sie po handlowej uliczce.... cen nie da sie porownac wszystko wydaje sie smiesznie tanie. Ponadto wykupilismy wycieczki na najblizsze 4 dni. Zaczelismy sie rowniez rozgladac za polaczeniami lotniczymi bo w jakarcie byl z tym problem. w Koncu Pawel z Bartkiem pojechali do przedstawicielstwa linii lotniczych Merpati... no i tam wytezali umysly jak kombinowac i poleciec, zeby nam krotko mowiac nie wysypala sie trasa. wszystkie loty ktore nas najbardziej interesowaly byly niestety juz zapelnione. Jednak Pawlowi i Bartkowi udalo sie tak wymyslec polaczenia dostepne, ze pomimo iz musimy zmienic trase (ale tylko glownie kolejnosc) zoabczymy to co chcemy, no chyba ze dalej wynikna jakies problemy. mamy wiec zarezerwowane 2 loty na 8 lipca z Denpasar do luangbajo i 22.lipca z Maumere do Denpasar na Bali za oba bilety na osobe jakies 200 dolarow. A dzisiaj ogladalismy o wschodzie slonca swiatynie Borobodur (niestety tzreba bylo wstac o 4:30), potem pare mniejszych swiatyn i w koncu pojechalismy do Prambanan, ktore dosc powaznie zostalo zniszczone przez trzesienie ziemi w 2006 roku. Co ciekawe w Borobudur wszyscy miejscowi zwjedajacy swiatynie na potege fotografowali sie z nami. Dziaij jeszcze chcemy zobaczyc tradycyjny teatr jawajskich lalek. Ponadto tzrebaby znowu pokosztowac wybornej kuchni indoenzyjskiej, niby podobnej do chinskiej ale jednak innej. jak skoncze pisac na interneie to podejde na jakis swiezo wyciskany sok. moim hitem narazie jest sok ananasowy. wrecz pychota, a koszt raptem 2zl. Upal dzisiaj dosc spory jest 33 stopnie i znowu spora wilgotnosc, ale o dziwo do wytrzymania. Nad miastem powinien sie rozciagac widok na odlegly wulkan Merapi - jeden z najgrozniejszych w Indonezji. w ciagu dnia go nie widac, zaslania go w calosci zamglenie. widzialam jego zarysy wczoraj wieczorem i dzisiaj pzred wchodem slonca. nie da sie zrobic zdjecia... ale widac ze DYMI!!! to czynny wulkan. w Yogjakarcie jeszcze syzbciej zapada zmierzch, bo juz okolo 18, co oczywiscie sprzyja nocnemu zyciu, wtedy wiecej Indonezyjczykow wychodzi na ulice - je, kupuje, spzredaje, albo siedzi i nic nie robi. dookola widac jaki to dziwny kraj pod wzgledem religi calkowity misz masz. Muzulmanie zyja razem z Buddystami, Hinduistami czy Chrzecijanami. I oczywiscie na pamiatkarskich stoiskach obok siebie stoja figurki czy to buddy, czy Jezusa... ciekawy niespotykany nigdzie indziej widok. Jutro z kolei wyruszamy rano na 3 dniowa wycieczke jeepem na wulkan Bromo i wulkan z siarka Ijen. I narazie to byloby na tyle z Yogjy;) aha na kazdym kroku widac ze jawa to drugi region na swiecie po Japonii o najwiekszej gestosci zaludnienia. jadac z Jakarty do Yogyakarty ciagnely sie pzrez ponad 500 km zabudowania. tutaj zaludnienie to srednio 1000os/km2
poniedziałek, 30 czerwca 2008
ps internet za godzine to jakies 1,5 zl:) |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fotografia
Nasze strony
Podróż
Różności
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||