Wpisy z tagiem: Cejlon
piątek, 05 sierpnia 2011
Psy na Sri Lance są wszędzie, zazwyczaj przychylnie nastawione do wszelkich istot żywych. Przez cały miesiąc słyszeliśmy zaledwie kilka razy, żeby jakiś pies w ogóle szczekał, raz jak zbliżał się do niego słoń i ze 2 razy jak sami jakiegoś psa wystraszyliśmy. Pies wypoczywa w jednej ze świątyń Anuradhapury:
2 psy wyrywają sobie zdobycz w ruinach Sigiriyi:
a oto jeden z nich:
Psy na plaży:
Ten przeszkadza Ani w kręceniu filmu:
Psy na ulicach... W Kandy:
W Sigiryii:
czwartek, 04 sierpnia 2011
Dla wszystkich pracowników IT, pozdrowienia od SriLanka Telecom...
Dzisiaj w nocy wylatujemy już do w stronę domu, jednak następne 2 dni spędzimy w Kijowie. Następne wpisy ze Sri Lanki najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu.
wtorek, 02 sierpnia 2011
Wydawało nam się, że nic nas już na koniec naszej wizyty na Sri Lance nie zaskoczy, a tu nadszedł dzisiejszy dzień, a wraz z nim kolejne "wow". Otóż w okolicach Ratnapury znajduje się szereg małych kopalni szafirów. Pojechaliśmy dzisiaj do jednej z nich. Po 20 minutach jazdy wjechaliśmy na prywatna posesję i dopiero w ostatnim momencie posród palm kokosowych dojrzeliśmy 2 małe zadaszone szyby biegnące wgłąb ziemi. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy zaproponowano nam mozliwość zejścia na dół. Szyb miał około 15m głębokości, schodziło się po jego ścianie wyłożonej grubymi stopniami grubości podkładów kolejowych, trzymając się jedynie bambusowej poręczy. O żadnej linie zabezpieczającej nie było mowy. Na dole zaczynał się niziutki i wąziutki korytarz biegnący wgłąb. W pewnym momencie korytarz był tak niski, że trzeba było iść na czworakach, innym zaś razem, kiedy korytarz był wyższy, to wody było po kostki. Po przejściu kilkudziesięciu metrów, po kilkunastu zakrętach doszliśmy do wyrobiska, gdzie kilku górników na zmianę, prymitywnymi narzędziami (kilof zaliczał się do tych najbardziej zaawansowanych), kruszyli glinkę z nadzieją, że zawiera ona cenne kamienie. Glinkę później wydobywa się na powierzchnię gdzie płukana jest w rzece i potencjalne zdobycze są dokładnie oglądane. Na koniec zostawiliśmy górnikom skromny datek, ktróry na pewno im się przyda, gdyż za pracę otrzymują około 700 rupii tygodniowo (nasz obecny pokój hotelowy, który nie grzeszy wygodą kosztuje 1250 rupii za dobę) plus ewentualne zyski z urobku. Podobno przy dobrych wiatrach taka kopalnia potrafi dziennie znaleźć około 50 szafirów wielkości ludzkiego paznokcia. Pytanie tylko ile z tego zostanie po oszlifowaniu... Schodzimy na dół...
Na dole...
Hooooooooop hooooooooop, jest tam kto??
Wąskie korytarze...
Dotarliśmy do wyrobiska...
Płukanie urobku...
Tym razem po prostu kamienie...
Ten najbardziej z prawej to właściciel...
wtorek, 26 lipca 2011
Niedaleko Tangalle... jakieś 11 km busem i 1,5 km piechotą znajduje się malownicza naturalna morska "sikawka". Gejzer to trochę za dużo powiedziane, bo z punktu widzenia geografa nie mieści się w tej kategorii. Ale mimo wszystko warto to cudo zobaczyć. Przy wysokim poziomie morza, zwłaszcza w sezonie monsunowym, woda pod ciśnieniem pokonuje naturalny skalny komin o wysokości 23 metrów, po czym wytryskuje w powietrze do 20 metrów. Mieszkańcy wioski twierdzą, ze gdy ocean jest naprawdę wzburzony, fontanna trzykrotnie przewyższa palmy kokosowe. Efekt jest naprawdę wart zobaczenia. Średnio co 5 minut pojawiały się takie duże sikawki mające myślę koło 10 metrów. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciach jak to wyglądało...
poniedziałek, 25 lipca 2011
No właśnie są wakacje a ja wstaję o 4:30 aby pojechać do Parku Narodowego Yala. Za oknem ciemno, budzik dzwoni, trzeba wstawać. Wsiadamy do jeepa i dalej w ciemnościach jedziemy do parku. Za nami i przed nami ciągną kolejne jeepy. Niektóre jadą jak szalone wyprzedzając jeepy przed nimi. Chcą byc pierwsi przy kasie biletowej i pierwsi wjechać do parku. Powoli budzi sie dzień, po odstaniu w kolejce za biletami, wjeżdżamy do parku koło godziny 6 rano.Park narodowy Yala to najbardziej znany park na Sri Lance, a jednocześnie jeden z największych - 1300km kwadratowych. Najodpowiedniejsza pora na wycieczkę do parku to wczesny ranek zaraz po wschodzie słońca. Tak też wynajelismy jeepa z kierowcą, ale porzy okazji zafundowalśimy sobie wycieczkę całodniową. I było warto, choć jazda jeepem od godziny 5 rano do 16 nieźle nas wytrzęsła. Park składa się z zarośli i otwrtych przestrzeni wraz z małymi jeziorkami. Teraz w porze suchej kiedy krzaki pozbawione są liści oraz mniej jest zbiornikow, bo wyschły, łatwiej jest wypatrzyć i trafić na zwierzęta. Prawdziwą gratką jest spotkanie leoparda. Nam udało się to dwukrotnie. Zobaczyliśmy koty leżące w koronie drzewa. Nad jeziorkami jednocześnie można zobaczyć słonie, chłodzące się bawoły, taplające się w błocie dzikie świnie, pijące wodę stada sarenek i jelonków, a od czasu do czasu sielankę przerywa wynurzający się krokodyl. W Yala mielismy okazję zobaczyc także warany, całe stada małp (langurów i makaków), a także wielkie puchate wiewiórki, kuny (notabene jedna nam latała po dachu naszego pokoju, niemiłosiernie tupiąc), ptaki: kolibry, zimorodki, pelikany, marabuty, orły i całą masę innych gatunków, których nazw nie znam, a wyglądały przepięknie. Słonie przygotowały dla nas piekny spektakl. Zwłaszcza te najmniejsze - zanurzając sie w calości i tylko nogi wystawiały, albo jeden drugiego topił. Duże słonie natomiast polewały się błotem. Natknelismy się rownież na stadko 2 słonic z małym słoniątkiem, po czym pojawił się słoń - samiec. Samce chodzą samotnie i ten przez dłuższy czas czaił sie aby podejsć do tych 2 słonic i słoniątka. przemieszczał się po jeziorku małymi kroczkami. Słonice miały go w nosie i sobie poszły, natomiast słonik nawiązał kontakt z dużym słoniem. Był to piękny widok bo witali sie uściskami swoich trąb... ciekawe co sobie mówili... Przy okazji postoju na lunch, niesforne makaki z naszego jeepa ukradły reklamówkę z bananami... ale udało nam się je odzyskać. Przebiegłe byly, bo kilka odwróciło naszą uwagę, a pozostałe dokonały nalotu na samochód. A teraz popatrzcie sami na zdjęcia...
Leopardy...
i sonie...
poniedziałek, 18 lipca 2011
I w ostatnim wpisie dzisiaj parę zdjęć z... No właśnie. Postanowilismy odwiedzić wioskę Weddyjską. Weddowie czyli 'ludzie lasu' jest to lud zamieszkujący lasy Sri lanki i źródła mówią, że zostało i zaledwie 400 osób zamieszkujących 5 wiosek. My odziwdziliśmy jedną jedną z nich. Zobaczcie sami: Idziemy do wodza...
Wódz...
Polowanie...
Podest na nocne polowanie...
Przed domem wodza...
Pan sprzedaje drewniane ludki z hebanu...
Znowu wódz...
W pobliżu Kandy w miejscowości Pinnawala jest sierociniec słoni. Oczywiście nie mogło nas tam zabraknąć. Tutaj opisy są zbędne...
Z Dambulli pojechaliśmy do Sigiriya gdzie wydaliśmy chyba pierwszy na tym wyjeździe okrzyk 'wow'. Wielkie palace królewskie na zboczu i szczycie góry robią wrażenie... Zobaczcie sami: Dojeżdżamy...
Jutro tam pójdziemy...
Już blisko...
Błogosławiony między niewiastami...
Idziemy...
Na szczycie...
Jeszcze parę zdjęć...
W kolejnym wpisie będą słonie...
czwartek, 14 lipca 2011
Dzisiaj w Anuradhapurze natrafiliśmy na wielkie buddyjskie święto co poskutkowało tym, że wszędzie było mnóstwo pielgrzymów. Bynajmniej nam to nie przeszkadzalo... Na początek Mihintale - miejsce, gdzie podobno narodził się Buddyzm:
Anuradhapura - bardzo ważne miejsce dla Lankijskich Buddystów. Najpierw mniejnważne świątynie... I potem ta najważniejsza - Ruvanelisaya Dagoba: Drzewo Bo - podobno pod nim Budda doznał objawienia: Pielgrzymi: |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fotografia
Nasze strony
Podróż
Różności
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||