Wpisy z tagiem: bali

czwartek, 24 lipca 2008

Witamy znowu z Bali..

Przylecielismy tutaj samolotem z wyspy flores... co ciekawe nasz wylot byl planowany na 16:45, ale kazano nam przyjsc wczesniej bo... samoloty lubia odlatywac WCZESNIEJ. no i przybylismy wczesniej i cale szczescie bo nasz samolot rzeczywiscie polecial o grubo ponad godzine wczesniej niz bylo na bilecie... czyli indonezyjski czas i tyle;)

Co do tego czasu jak nas nie bylo w sieci. to w zyciu nie mialam takiegostracha jak w wiosce wielorybnikow. plywanie lodeczka o dlugosci 10 metrow i szerokosi 1,5 to naprawde niezla jazda. 10 wielorybnikow na lajbie, fale dosc spore, a ja snulam czarne wizje utoniecia na  morzu... na dodatek 6 godzin to trwalo. tak sie kurczowo przez pierwsza godzine trzymalam belki ze nastepnego dnia mialam niezle zakwasy w meisniach rak. ale coz chcialo sie poplynac to sie ma;) kiedy strach jako tako przeszedl okazalo sie ze na horyzoncie plynie wieloryb i znowu panika zaczna na niego polowac? wieloryb wielki jak nasza lodka, kolejne czarne wizje wywrotki i utopienia sie... ale dzieki bogu byl to blekitny wieloryb ktory wystepuje w legndach mieszkancow tej wsi i na niego sie nie poluje ufff. chociaz jak wielorybnicy zaczeli polowac na cos co nazwali PARI, a w oczach mieli zew lowcy, a harpunnik skakal do wody aby upolowac to cos, to oczywiscie kolejny strach mnie oblecial. potem okazalo sie ze pari to wielka plaszczka manta. a jak wrqacalismy totrzeba bylo u brzegu sposobem pokonac 3-4 metrowe fale, ktore lodke zmienilyby w proch. ale wielki szacunek dla tych wielorybnikow znaja sie na morzu. poza tym w calej wsi na ruztowaniach suszy sie mieso miedzy innymi z kilku wieorybow ktore zlapano w maju.

 a wracajac do czasu obecnego... ostatnie dni w Indonezji. czas strasznie syzbko ucieka. teraz pzebywamy w ubud w srodkowej Bali, zwiedzamy okolice (tudziez okoliczne sklepy z pamiatkami), a jutro mamy wynaja samochod i pojechac miedzy innymi pod wulkan Agung.

no i jedlismy dzisiaj DURIANA.... śmierdzi jak z kanalizacji, nawet zapakowany przeze mnie w 8 REKLAMÓWEK!!! masakra. Aby go zjeść udaliśmy się na pola ryzowe. Smak rzeczywiście słodkawy i da się go zjeść mimo tego zapachu. 

 

wtorek, 08 lipca 2008

W tym miejscu miał być wpis z Flores z miasta Labuangbajo. Ale nie jest... bo nas tam nie ma, nadal jesteśmy na Bali.

Po przyjściu rano na lotnisko okazało się, że nasz lot został odwołany, niby z powodów technicznych. Na szczęście okazało się, że polecimy jutro o 14tej. Na osłodę linie lotnicze fundują nam nocleg w hotelu wraz z wyżywieniem. Zbytnio nie protestowaliśmy.

Strona hotelu: http://www.goodwaybali.com/

Zatem co tu więcej pisać... Czas na kąpiel :)

poniedziałek, 07 lipca 2008
6 lipiec - dzien kodycyjny w Lovinie. Plaza, morze, jedzonko w  restauracjach, internet, obijanie na maksa,  w koncu trzeba na chwile odpoczac.

7 lipiec. wstajemy znowu wczesnie rano. 5;30, o 6 wyplywamy dlubanka w morze, a z nami dziesiatki innych lodzi. bedziemu podziwiac delfinki. Gdy kupowalismy wycieczke gosc w agencji zapewnial ze jak nie zobaczymy delfinow to oddaje polowe kasy. wyplywamy o swicie. plynie sie fajnie. delfinow narazie nie ma. Lodzie kraza to tu to tam. I w koncu sa!!! wyskakuje cale stadko do gory pare razy i znika pod woda, a wszytskie lodzie wlaczaja silniki i w pogon za delfinami... gdzies znowu sie pojawia... i tak przez godzine. stadek delfinow jest troche, ale komicznie wyglada to jak ladzie pedza w te strone gdzie sie pokazuja delfiny. Sa super, w pwnym momencie nawet kilka wyskakuje przy naszej lodzi.Po 2 godzinach wracamy do hotelu, jemy snaidanie i wyjezdzamy wynajetym samochodem przez centralna Bali na poludnie do Kuty skad jutro lecimy samolotem na Flores. po drodze zatrzymujemy sie w roznych swiatyniach hinduistycznych, nad wodospadem, jeziorami, w goracych zrodlach, plantacji kawy. za oknem podziwiamy terasy pol ryzowych, las deszczowy, plantacje GOZDZIKOW(!!!), kakaowcow... cos pieknego.Na dodatek trafiamy w jedenj z miejscowosci na wesele, a winnej na zbiorowy pogrzeb kilkunastu osob. to dopiero uroczystosci. doslownie na pogrzebie setki osob poubierani w stroje niosacy bogom dary. cos niesamowitego.Zreszta bali jest jak jedna wielka swiatynia.... nie wiadomo gdzie zaczyna sie domoswo a gdzie konczy swiatynia, wszedzie jest religia.
Poznym wieczorem dojezdzamy do Kuty... a tu inny swiat. to tutaj przyjezdza caly swiat do kurortow. na ulicach najlepsze sklpey, restauracje wszytsko wygladajace na najlepszy polysk... tylko ceny duuuuuzo nizsze od tych np w Polsce.
Zaraz z pawlem idziemy wypic drinka mojito, ktory jak zauwazylismy kosztuje tutaj... 3 dolary!!!
ps. a w naszym hotelu za 10 dolarow za pokoj... odjazdowy basen... wskocze tam jak wrocimy;)
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
statystyka