Wpisy z tagiem: słonie
poniedziałek, 25 lipca 2011
No właśnie są wakacje a ja wstaję o 4:30 aby pojechać do Parku Narodowego Yala. Za oknem ciemno, budzik dzwoni, trzeba wstawać. Wsiadamy do jeepa i dalej w ciemnościach jedziemy do parku. Za nami i przed nami ciągną kolejne jeepy. Niektóre jadą jak szalone wyprzedzając jeepy przed nimi. Chcą byc pierwsi przy kasie biletowej i pierwsi wjechać do parku. Powoli budzi sie dzień, po odstaniu w kolejce za biletami, wjeżdżamy do parku koło godziny 6 rano.Park narodowy Yala to najbardziej znany park na Sri Lance, a jednocześnie jeden z największych - 1300km kwadratowych. Najodpowiedniejsza pora na wycieczkę do parku to wczesny ranek zaraz po wschodzie słońca. Tak też wynajelismy jeepa z kierowcą, ale porzy okazji zafundowalśimy sobie wycieczkę całodniową. I było warto, choć jazda jeepem od godziny 5 rano do 16 nieźle nas wytrzęsła. Park składa się z zarośli i otwrtych przestrzeni wraz z małymi jeziorkami. Teraz w porze suchej kiedy krzaki pozbawione są liści oraz mniej jest zbiornikow, bo wyschły, łatwiej jest wypatrzyć i trafić na zwierzęta. Prawdziwą gratką jest spotkanie leoparda. Nam udało się to dwukrotnie. Zobaczyliśmy koty leżące w koronie drzewa. Nad jeziorkami jednocześnie można zobaczyć słonie, chłodzące się bawoły, taplające się w błocie dzikie świnie, pijące wodę stada sarenek i jelonków, a od czasu do czasu sielankę przerywa wynurzający się krokodyl. W Yala mielismy okazję zobaczyc także warany, całe stada małp (langurów i makaków), a także wielkie puchate wiewiórki, kuny (notabene jedna nam latała po dachu naszego pokoju, niemiłosiernie tupiąc), ptaki: kolibry, zimorodki, pelikany, marabuty, orły i całą masę innych gatunków, których nazw nie znam, a wyglądały przepięknie. Słonie przygotowały dla nas piekny spektakl. Zwłaszcza te najmniejsze - zanurzając sie w calości i tylko nogi wystawiały, albo jeden drugiego topił. Duże słonie natomiast polewały się błotem. Natknelismy się rownież na stadko 2 słonic z małym słoniątkiem, po czym pojawił się słoń - samiec. Samce chodzą samotnie i ten przez dłuższy czas czaił sie aby podejsć do tych 2 słonic i słoniątka. przemieszczał się po jeziorku małymi kroczkami. Słonice miały go w nosie i sobie poszły, natomiast słonik nawiązał kontakt z dużym słoniem. Był to piękny widok bo witali sie uściskami swoich trąb... ciekawe co sobie mówili... Przy okazji postoju na lunch, niesforne makaki z naszego jeepa ukradły reklamówkę z bananami... ale udało nam się je odzyskać. Przebiegłe byly, bo kilka odwróciło naszą uwagę, a pozostałe dokonały nalotu na samochód. A teraz popatrzcie sami na zdjęcia...
Leopardy...
i sonie...
poniedziałek, 18 lipca 2011
W pobliżu Kandy w miejscowości Pinnawala jest sierociniec słoni. Oczywiście nie mogło nas tam zabraknąć. Tutaj opisy są zbędne...
piątek, 16 lipca 2010
Rezerwat Periyar to jeden z większych w Kerali parków narowodych. Szczyci się tym, że 777 kilometrów kwadratowych powierzchi zamieszkuje w stanie naturalnym ponad 1000 słoni i prawie 50 tgrysów. Ponadto są tu bizony, specyficzne czarne langury nilgirskie oraz wiele innych rzadkich zwierząt. No i w końcu tu w Ghatach Zachodnich poczuliśmy co to indyjski monsun. Za dobrze było. Kiedy dzisiaj o 4:50 rano wstaliśmy zaczęło padać i to z chwili na chwilę coraz bardziej. No ale cóż, taka pora roku w Indiach więc i tak pojechaliśmy. Na dzisiaj mieliśmy wynajętego dżipa (indyjska Mahindra - na licencji amerykańskiego Willys'a) z kierowcą, który miał nas zabrać do do parku. Na zobaczenie tygrysa nie mielismy raczej szans, ale zależało nam aby chociaż zobaczyć tak ulubione przez na słonie. Trasa miała wieść kilkanaście kilometrów serpentynami przez teren parku do miejsca z którego mieliśmy zacząć trekking. Kiedy wjechaliśmy na teren rezerwatu zaczęliśmy bacznie wypatrywać zwierząt. Nasz kierowca zobaczył na stoku góry kilka sztuk jakichś jeleniowatych i nagle z mgły na wgórzu obok w oddali wyłoniło się stadko 6 słoni. Niesamowite i bezcenne. Właśnie były na swoim śniadaniu. I tym samym padł kolejny mit. Zawsze wydawało nam się, że słonie żyją na dość równinnym terenie. Słoń = sawanna w Afryce. A tu jest trochę inaczej, bo słonie spokojnie pomykają w górskim terenie trawiasto-drzewiastym. Potem jeszcze widzieliśmy kilka nilgirskich czarnych langurów. Dostaliśmy specjalne materiałowe ochraniacze na nogi, smieszne, bo ze stopkami, dopiero później okazało się po co te stópki są. Ich zadaniem jest ochrona przed żyjątkami. Jakimi? Ano las obfitiwał w olbrzymią ilość... pijawek!!! Nasz przewodnik co chwilę posypywał nam buty solą, a pijawki i tak co chwilę się pojawiały. Nawet ciężko je było odczepić od spodni. Toteż z pijawkami co jechały na nas na gapę, w deszczu, gigantycznej mgle i totalnym błocie leźliśmy przez las! Po co? Nie wiemy... ale było warto! Po 3 godzinach wrócilismy brudni, mokrzy i zmęczeni. Dobrze że paliło się ognisko i można było przy nim siąść i wysuszyć ubrania. Mimo mojego przygotowania podeszwa od adidasa mi prawie odpadła, co i tak nie najgorzej, bo z nami na trekkingu była para Indusów, a dziewczyna wybrała się z torebką i w klapeczkach... Taki obracek czasem można zobaczyć w polskich górach. Ale wracając... uwędziliśmy się zdrowo przy ognisku, potem zjedliśmy obiad i z żalem zrezygnowaliśmy z pływania łódką po jeziorze, gdyż wody mielismy na dziś dosyć.
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Fotografia
Nasze strony
Podróż
Różności
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||