Kategorie: Wszystkie | opowieści Ani | opowieści Pawła
RSS
niedziela, 26 lipca 2015

Po wielu godzinach dotarliśmy nad jezioro Pangong (tso znaczy jezioro). Kolory jeziora i otaczających je gór zmieniają się w zależności od słońca. Teraz późnym popołudniem jezioro miało wręcz zielonkawy kolor. Pangong Tso w większości leży w Indiach, ale jego fragment położony jest również na spornym terytorium z Chinami. Daleko więc pojechać się nie da. Na mapie widnieją co prawda jeszcze nazwane punkty orientacyjne (nie chcę używać nazwy "miejscowości"), ale są to głównie jednostki wojskowe chroniące indyjskich granic. Docieramy do jednej z ostatnich osad (tak jak pisałam miejscowością trudno to nazwać) - Spangamik. To osada w której znajdują się głównie namioty, gdzie spią przyjezdni turyści. Domów jest dosłownie kilka. Tę noc spędzamy właśnie w domu u jednej z rodzin. Usługa użyczania domu turystom zwie się tu z angielska "homestay" i obejmuje nocleg z wyżywieniem za niebotyczną cenę około 24zł od osoby.

Jak trudno żyje się w tm regionie, pokazują poniższe zdjęcia. Rodzina mówiła, iż w ciągu kilku cieplejszych miesięcy musi nagromadzić zapasów jedzenia na długą zimę. Na dodatek dom, w którym mieszkaliśmy nie posiadał żadnego ogrzewania. Pranie robi się w płynącym nieopodal strumyku. Ciekawym urządzeniem jest coś co przypomina antenę satelitarną, a w rzeczywistości jest to "kuchenka", która skupia promienie słoneczne i gotuje jedzenie. Na środku stawia się szybkowar i po pewnym czasie obiad mamy gotowy. Szybkowar jest tu niezbędny, bo na wysokości ponad 4300m n.p.m. ciśnienie jest niskie i temperatura wrzenia wody jest o wiele niższa niż 100 stopni, więc gotowanie w zwykłym garnku zajmowałoby bardzo dużo czasu. Szybkowar gotuje pod ciśnieniem więc temperatura w nim osiąga ponad 120 stopni.

Młodsi mieszkańcy tego domu (15-16 lat) właśnie przebywali na wakacjach. Do domu przyjeżdżają ze szkoły dwa razy do roku, bo najbliższa szkoła jest w Leh, czyli w odległości jakichś 5-6 godzin jazdy. Po twarzach starszych członków rodziny widać, jak trudne jest tutaj życie.

A oto i jezioro

Jaki dla turystów

Jak się okazuje, główną atrakcją Pangong Kitchen jest toaleta ze spłuczką

A oto i nasz homestay

... i pokoik

... i gospodyni

... i gospodarz

... i kuchenka słoneczna

Poranny rzut oka na jezioro

W Ladakhu są 2 jeziora nad które jeżdżą turyści. Znaczy jezior jest więcej, ale te 2, czyli jezioro Moriri i Pangong wymienione jest na każdej witrynie każdej agencji turystycznej w Leh.
Ponieważ nasi Francuzi - tymczasowi kompani od wypraw - nad Moriri już byli zanim przyjechaliśmy, zabraliśmy się razem nad Pangong (i wcześniej do Doliny Nubry). Dlaczego w ogóle na takie wypady trzeba mieć kompanów?

Żeby tam dojechać, potrzeba samochodu z kierowcą, dobrego samochodu, z dobrymi hamulcami itd.. Koszt samochodu na 2 dni to około 150-170 dolarów, niezależnie od ilości pasażerów. Do naszej Toyoty Innova weszłoby pewnie i 6 turystów plus kierowca, nam jednak udało dobrać się w czwórkę.

Za wspomnianą cenę przejechaliśmy zaledwie około 300km (150km w każdą stronę), choć zajęło to ponad 8 godzin każdego dnia, już wliczając przystanki.
Samochód jest do pełnej dyspozycji więc my zatrzymaliśmy sie w 3 klasztorach (Hemis, Takthok i Chemrey), na przełęczy Chang La (5300m n.p.m.) oraz w każdym momencie w którym przyszło nam na myśl, że pejzaż za oknem zasługuje na zdjęcie (to w sumie nieprawda, bo powinniśmy stać cały czas i pstrykać wszystko wokół).

Widoki piękne, zwłaszcza, że krajobraz zmienił się diametralnie chyba z 5 razy. Diametralnie, znaczy, że odnosiliśmy wrażenie, że znajdujemy się w 5ciu różnych krainach górskich: były dzikie pasące się konie, były jaki, doliny polodowcowe, stożki piargowe, strumyki górskie, góry czarne, czerwone, żółte, szare, ośnieżone, lite, sypkie z niezliczonym rumowiskiem skalnym.... itd.

Te kilkadziesiąt zdjęć poniżej nie odda wszystkiego, ale chociaż może przybliży co nieco.


Klasztor numer 1 - Hemis

Pierwsze widoczki

Wspinamy się na przełęcz Chang La

Nie wszystkim się udało

A oto i sama przełęcz

Znak na dziś

Żołnierze w szkole

To po prawej to droga, a biały punkcik to samochód

Świstak na dziś

Jaki

Klasztor numer 2 - Takthok

Klasztor przygotowuje się do festiwalu

Klasztor nr 3 - Chemre

piątek, 24 lipca 2015

Jak wyglądają, było widać już na zdjęciach z Doliny Nubry i będzie jeszcze wkrótce z drogi nad jezioro Pangong nad którym byliśmy wczoraj.
Póki co mieliśmy do czynienia głównie z drogami górskimi, czyli takimi które wspinają się na przełęcz (5600m npm i 5300m npm) i potem schodzą na niższe wysokości, zatem o tych możemy coś napisać.

Drogi te generalnie są zawsze wąskie, do tego stopnia, że przy mijaniu się każdy kierowca musi zrobić lekki unik lub wręcz zatrzymać się na poboczu. Nawierzchnia stara się być asfaltowa, choć nie zawsze jej wychodzi. Drogi górskie są wręcz wydarte naturze, wcięte w zboczu. Natura odbiera co jej i co rusz widać osuwiska ziemi, spadające kamienie lub strumyki przecinające asfalt. Na przełęcze wspinają się zasiekami i droga, która na mapie wygląda na krótką w rzeczywistości jest o wiele dłuższa.

I co najważniejsze, od wysokości około 4500m npm droga przestaje udawać, że jest asfaltowa, bo po prostu, oficjalnie nie jest. Można ją zaliczyć do kategorii "inne" zaraz za gminnymi, gruntowymi, polnymi i leśnymi. A tu już natura robi co chce.

I w całej tej sytuacji tutejsza BRO, czyli "Border Roads Organization" chce umilić czas kierowcom i pasażerom umieszczając co kilkaset metrów charakterystyczne żółte znaki, które mają przekonać kierowcę do ostrożnej jazdy.
Nie będę tu więcej zdradzał szczegółów, poczytajcie sami...

Są i rymowanki

Podejście biznesowo - zdroworozsądkowe

Można poetycko...

I mój faworyt

czwartek, 23 lipca 2015

Wynajętym vanem (Toyota Innova, szacunek, zobaczcie zdjęcia...), razem ze spotkanymi w naszym hoteliku Francuzami pojechaliśmy do Doliny Nubry. Miejsca prawie na końcu świata, niedaleko spornej granicy z Pakistanem i Chinami.

Żeby się tam dostać trzeba przejechać kosmiczną drogę momentami usianą głazami, nierównościami, a także zmagać się z brakiem tlenu na Przełęczy Khardung La (5602m npm - najwyższa przejezdna droga świata). Sama ledwie dałam radę wyleźć z samochodu, aby chodząc z plączącymi się nogami wśród śniegów zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Ośnieżone szczyty gór wysokich na ponad 6 tysięcy metrów robią niesamowite wrażenie, a hen hen w dolinach rozciągają się zielone skrawki ziemi. Przecudne widoki. Można spotkać wśród rumowisk skalnych przedstawicieli lokalnych świstaków i kozic.

W końcu zjechaliśmy zdecydowanie niżej, bo na 3000 metrów, gdzie człowiek od razu poczuł sie lepiej i mógł zwiedzać XIV wieczny tybetański klasztor w którym to po południu trafiliśmy na mantry mnichów. Mistyczne wrażenie.

Na koniec jeszcze wizyta na śródgórskiej pustyni, gdzie spotkaliśmy zarówno dzikie wielbłądy dwugarbne - baktriany, jak i rzesze Hindusów jeżdżące na wielbłądach, ale oswojonych, wszak Nubra to też miejsce gdzie z całych Indii przybywają krajanie wykończeni upałem pory gorącej i monsunowej.

Stoimy na check-poincie przed przełęczą.

W nocy padało, więc osunęła się ziemia, trzeba posprzątać...

Kolejkja samochododów.

Problemy z przejechaniem przez strumyk.

A to już sama przełęcz.

Za przełęczą również osuwisko.

A to już Dolina Nubry.

Posąg ma jakieś 10m wysokości?

Tu ten sam posag z innej perspektywy...

A oto i klasztor.

Klucze do tutejszych kłódek. Mnich zapytany jak są stare odpowiedział szczerze, że nie wie...

Nawoływane na mantrę grą na gigantycznej muszli.

Mantra.

Przyklasztorna kuchnia.

A oto i piaszczysta pustynia, dwugarbne wielbłądy i rozweseleni Hindusi.

Wracamy, znowu przełęcz i toalety na 5600m npm.

Jeszcze jeden widok na dolinę.

Tego śniegu wczoraj tu nie było.

Świstak.

... i koźica.

środa, 22 lipca 2015

Do Leh polecieliśmy z Delhi samolotem. Lot trwa tylko godzinę, a przejazd z Delhi autobusem trwałby aż trzy... dni. Widoki gór niestety zasłaniały nam grube warstwy chmur, ale tuż przed lądowaniem ukazał nam się piękny świat górskiego Ladakhu. Lądowanie w Leh wymaga od pilota całkiem niezłych umiejętności. Wielki samolot z powodu otaczających gór schodzi do lądowania zataczając kręgi. Trochę to przerażające tak lawirować między górskimi pasmami. Nie wolno robić zdjęć, bo lotnisko i obszar wokół niego czas obszar kontrolowany przez wojsko, ale kiedy stewardessy są przypięte w trakcie lądowania, cały samolot pstryka fotki. Żałuję, że nie da się zrobić zdjęcia z płyty lotniska, gdzie wielki samolot pięknie komponuje się na tle gór. jednak na płycie stoją wojskowi i zrobienie zdjęcia jest niemożliwe. Na małej hali przylotów czekamy na bagaże, biegając do toalety i walcząc z delijską chorobą przewodu pokarmowego (podobno to się nazywa Delhi belly). Na dodatek z megafonów przekazywane są informacje, w jaki sposób zachowywać się w Leh, gdyż jest ono położone na wysokości 3500m npm. Najlepiej przez dwa odpoczywać, pić dużo wody i nie wykonywać wielkiego wysiłku fizycznego. No to odpoczywamy... Drugiego dnia znajdujemy w Leh miejsce gdzie można sprawdzić jaką ma się zasobność tlenową. Okazuje się, że Paweł ma za małą i zostaje podłączony do tlenu na pól godzinki. Taka zabawa kosztuje całe 3zł. U mnie tylko puls szaleje, co czuję, bo wali jak diabli 128 razy na minute. Trzeciego dnia ja trafiam do lekarza, bo męczą mnie problemy żołądkowe i teraz mnie podłączają na pół godziny do butli z tlenem. Szpital niczym z lat 50, ale od cudzoziemców nie pobierają żadnych opłat. Tak więc problemy z wysokością oraz żołądkowe dały nam się we znaki.

Na początek parę słów wyjasnienia, dlaczego u nas tak cicho.

Otóż... Nasi szanowni polscy opratorzy komórkowi czyli Plus, Orange i Play (bo takie karty sim tu posiadamy) podpisali umowy roamingowe jedynie z Vodafone India (IN2). Tu w Ladakhu (bo już tu jesteśmy od kilku dni) działają sieci CellONE, Airtel i Aircel. Zatem nasza przygoda z roamingiem skończyła sie trzeciego dnia po przyjeździe do Indii.

A z drugiej strony, od naszego przyjazdu w całym Leh nie ma internetu. W żadnej kawiarence internetowej, w żadnym hotelu nie ma, nic, null. Podobno uszkodzili główny kabel podczas robot drogowych i od trzech dni naprawiają. 

A teraz wróćmy do Agry w której byliśmy 4 dni temu. 

Indie nie chciały abyśmy pojechali do Agry. Najpierw dzień wcześniej, kiedy chcieliśmy wejść na dworzec Indie nasłały na nas urzędnika kolejowego wymachującego legitymacją i twierdzącego, że nasz pociąg jutro nie pojedzie. A bo po drodze spadło dużo deszczu, a bo dzień wcześniej przyjechał 9h spóźniony i takie tam. Za jego namową pojechaliśmy do biura rezerwacji biletów na drugim końcu miasta gdzie zresztą potwierdzono to co powiedział nam urzędnik.

Ale nie dowierzając im za bardzo zrobiliśmy jeszcze najazd na jedno biuro w budynku dworca gdzie przekonano nas że pociąg odjedzie o czasie.

W dniu wyjazdu do Agry Indie próbowały nas jeszcze powstrzymać, gdyż kolejny urzędnik wpuszczający ludzi na peron, jak zobaczył nasz bilet, to kazał póść do kolejnego biura żeby przerobić go (bilet) na jakiś inny z puli turystycznej, a nie indyjskiej (bilety kupowaliśmy przez internet na indyjskiej stronie z dużym wyprzedzeniem, to i mieliśmy z indyjskiej puli).

Drugiego urzędnika sprytnie ominęliśmy i wkradliśmy się na peron z tym biletem co mieliśmy. Oczywiście konduktor nawet nie mrugnął okiem na widok naszego biletu, gdyż ten był w porządku.

A w Agrze zobaczyliśmy to co chyba wszyscy turyści z tą różnicą, że trafiliśmy na jedyne 3 godziny w roku, kiedy Taj Mahal jest otwarty dla wszystkich bez opłat. Normalnie bilet wstępu kosztuje 750 rupii czyli ponad 40zł, a nie pobiera się opłat jedynie rankiem ostatniego dnia ramadanu podczas święta Eid Al Fitr, kiedy to tysiące muzułmanów idą do meczetu stojącego obok Taj Mahal na poranne modlitwy.

Po Taj Mahalu pojechaliśmy na szybką wizytę w świątyniach Sikandra, aby skończyć wizytą w Forcie w Agrze.

Indie nie dały jednak za wygraną, opóźniły pociąg powrotny o ponad 40 minut, tak, że do Delhi dojechaliśmy po godzinie 22. Mściwym Indiom było tego jednak mało i następnego dnia od rana zmagaliśmy się z problemami żołądkowymi.

Welcome to India!

Taj Mahal

Muzułmanie idą na modlitwy

Sikandra

Taj Mahal z innej perspektywy...

Fort Agry

Wracamy do Delhi

piątek, 17 lipca 2015

Pisząc w skrócie, Delhi dzieli się na "Stare" i "Nowe". Stare Delhi to zamieszkane głównie przez muzułmanów miasto pełne wąskich bazarowych uliczek, gdzie z trudem mijają się 2 riksze. Nowe Delhi zaś to w większości przemyślana stolica z szerokimi arteriami, dzielnicami rządowymi, biurowymi, handlowymi.
To tak w skrócie...

W Starym Delhi znajduje się też największy zabytek Miasta czyli Czerwony Fort. Przez Anglików zasiedlony przez żołnierzy, którzy pozostali tam aż do roku 2003 (po wycofaniu się AnglikAw, oczywiści stacjonowali tam żołnierze hinduscy), kiedy to został oddany do ruchu turystycznego. Całkiem niedawno prawda?
Od 2007 znajduje si na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO.

Ważną budowlą w Starym Delhi jest też Meczet Dżami - największy meczet w całych Indiach. Jutro koniec ramadanu więc dziś wpuszczono nas do niego dopiero po godzinie 24tej już po porannych modlitwach.

Shah Rukh Khan pije tą samą trzcinę cukrową co my:

Meczet Dżami

Czerwony Fort

środa, 15 lipca 2015

Jak co roku czas na przedwyjazdowe zdjęcie zawartości plecaka. O dziwo wcale nie jest ciężki mimo śpiworów, czy butów trekingowych. Ciekawe na czym odchudziłam zawartość.

Mój plecak waży: 9,5 kg a Pawła: niespelna 13 kg

Foto plecaka:

 zawartość plecaka

A poniżej orientacyjny plan naszego wyjazdu. Jaki będzie w rzeczywistości, to czas pokaże.

  • 16 lipca - lot Warszawa - Zurych - Delhi
  • 17 lipca - zwiedzamy Delhi - Jama Masjid, Lal Kila, Purana kila, India Gate, Lotus Temple, rzeka Yamuna, Rasztrapati Bhawan, Baoli studnia schodkowa, Jantar Mantar - obserwatorium astronomiczne, świątynia Lakszmi Narajan
  • 18 lipca - jedziemy na 1 dzień do Agry - Taj Mahal, Fort, Sikandra
  • 19 lipca - lot z Delhi do leh, Kino w Gadren Restaurant, odpoczynek (zmagamy się z chorobą wysokościową.
  • 20 lipca - Leh - odpoczynek c.d.
  • 21 lipca- zwiedzamy Leh - Pałac Królewski, Shanti Stupa
  • 22 lipca - Przejazd przez Alchi do Likir
  • 23 lipca - Shan trek - z Likir do Yangthang
  • 24 lipca - Shan trek - z Yangthang do Ang/lub Nurla
  • 25 lipca - Shan trek - kończymy trek i powrót do Leh
  • 26 lipca - Sakti - Festiwal 25 i 26 Takthok Monastery
  • 27 lipca - okolice Leh - Choglamsar - wieś z klasztorem i szkołą mnichów, pałace w Stoku, Shey, Tiksey, Hemis
  • 28 lipca - Przejazd do doliny Nubra - Diskit - pustynia
  • 29 lipca - dolina Nubra c.d.
  • 30 lipca - Przejazd z Leh nad jezioro Pangong
  • 31 lipca - jezioro Pangong, powrót
  • 1 sierpnia - Przejazd z Leh nad jezioro Tso Moriri
  • 2 sierpnia - jezioro Tso Moriri - Nocleg w połowie drogi do Keylong
  • 3 sierpnia - przejazd przez Keylong do Manali
  • 4 sierpnia - Manali - dzien zapasowy, spacer po zielonych wioskach i oglądanie jaków
  • 5 sierpnia - Manali - Wyjazd do Dharamsali
  • 6 sierpnia - Dharamsala i McLeod Ganj
  • 7 sierpnia - Przejazd z Dharamsali do Amritsaru
  • 8 sierpnia - Amritsar - wieczór w Złotej Światyni, jedzonko w Gum ka Langar - darmowa kuchnia
  • 9 sierpnia - Amritsar - popołudniu jedziemy na granicę w Attari 
  • 10 sierpnia - Chandigargh - Zwiedzamy miasto Le Corbusiera
  • 11 sierpnia - Delhi - zwiedzanie (muzeum kolejnictwa) i zakupy. W nocy wylot
  • 12 sierpnia - Zurich, Warszawa - Lot
wtorek, 14 lipca 2015

Dlaczego Ladakh?

Bo:

  • - Piękne górskie krajobrazy - może będzie i śnieg
  • - Możliwość trekkingów górskimi szlakami
  • - Ludność mająca korzenie w Tybecie
  • - Buddyzm tybetański wraz z niesamowitymi klasztorami
  • - Festiwale ladakhijskie 
  • - Kuchnia indyjsko - tybetańska
  • - ciekawe zwierzęta JAKI i BAKTRIANY 
  • - Jeden z niewielu regionów, gdzie w czasie lata NIE PADA monsun

 

Ale oprócz Ladakhu czekam na to aby zobaczyc:

  • - Agrę z Taj Mahalem
  • - zatłoczone Delhi
  • - dziwny  Chandigarh z zabudową Le Corbusiera
  • - no i wisienka na torcie czyli skikhijski Amritsar wraz z pakistańską granicą w Attari 

Na razie wrzucam filmik z internetu, ale mam nadzieję, osobiście zobaczyć ten indyjsko-pakistański spektakl zamykania przejścia granicznego. Obejrzyjcie koniecznie:

poniedziałek, 13 lipca 2015

W tym roku czas wyjazdu w Indiach spędzimy w kilku stanach: Uttar Pradesh (Północny Region), Himachal Pradesh (Himalajski Region), Pendżab (Region 5 rzek) oraz najdłuzej w regionie zwanym Jammu i Kaszmir, w którym znajduje się Ladakh. 

Nazwa Ladakhu wywodzi się z języka urdu i oznacza "krainę wysokich przełęczy", co rzeczywiście jest prawdą bo znajduje się tam najwyzej położona przełęcz na świecie, przez którą prowadzi droga. Zresztą na owej przełęczy Khardung La mamy zamiar się pojawić, a wysokość niebagatelna bo 5600 m n.p.m.

Źródło: http://www.idelish.com/2011/07/24/india-is-khardung-la-really-the-highest-motorable-pass-in-the-world/

Ladakh to kraina wciśnięta pomiędzy głównym pasmem Himalajów, a górami Karakorum, położona w części górnego biegu rzeki Indus. 

Mieszkańcy Ladakhu są etnicznie spokrewnieni z Tybetańczykami, stąd też czeka na nas spotkanie z tybetańskim buddyzmem, a więc mnichami, licznymi świątyniami

I trochę historii tego regionu na początek:

Obecność rytów naskalnych w wielu miejscach w Ladakhu stanowi dowód, że obszar był zamieszkany już w czasachneolitu. Pierwsi mieszkańcy byli mieszanką etniczną indoaryjskich ludów Monów i Dardów, wspominanych przez Herodota,NearchosaMegastenesaPtolemeusza oraz Pliniusza Starszego. W I wieku Ladakh był częścią królestwa Kuszanów. W II wieku w zachodnim Ladakhu oraz Kaszmirze rozwijał się buddyzm, podczas gdy jego wschodnia część oraz Tybetwyznawały religię bön. Region jest też wspominany przez buddyjskiego podróżnika Xuanzanga.

Począwszy od VIII wieku Ladakh przechodził kilka razy spod wpływów tybetańskich naciskających ze wschodu w ręce Chin i odwrotnie. W roku 842 Nyima-Gon zaanektował Ladakh dla siebie po rozpadzie imperium tybetańskiego i dał początek osobnej dynastii ladakhijskiej. W tamtym okresie ludność pochodzenia tybetańskiego stała się większością populacji regionu. W XIII wieku fala ekspansji islamu dotarła również do Ladakhu. Mieszkańcy zadecydowali wówczas pozostać w orbicie religijnych wpływów Tybetu, czym narazili się na dwa wieki najazdów ze strony muzułmańskich sąsiadów. W ich wyniku część mieszkańców przeszła na islam.

Król Bhagan zjednoczył i wzmocnił Ladakh, a także dał początek dynastii Namgyal, która przetrwała do dzisiejszych czasów. Namgyalowie odparli najazdy ze środkowej Azji, a nawet tymczasowo rozszerzyli terytorium królestwa aż do Nepalu, w odpowiedzi na próby nawrócenia całego regionu na islam i zniszczenie buddyjskich obiektów sakralnych. Od początku XVII wieku czynili wysiłki by odbudować zniszczone gompy i inne obiekty. W tym czasie obszar królestwa powiększył się o Zanskar i Spiti. Ladakh jednak został podbity przez Wielkich Mogołów, którzy wcześniej zagarnęli Kaszmir i Baltistan, jednak wkrótce odzyskał niepodległość.

Pod koniec XVII wieku Ladakh wziął stronę Bhutanu w konflikcie z Tybetem, czego efektem była tybetańska inwazja na królestwo. Z pomocą przyszedł Kaszmir, który przywrócił prawowitych władców pod warunkiem, że w Leh zostanie wybudowany meczet, a cały region przejdzie na islam. Traktat z Temisgam z 1684 zakończył konflikt pomiędzy Ladakhiem a Tybetem, w dużym stopniu ograniczył jednak ladakhijską niepodległość.

1834Dogrowie pod wodzą Zorawara Singha, generała Ranjita Singha, najechali i zaanektowali Ladakh. Powstanie w roku 1842 zostało stłumione, a region przyłączono do dogryjskiego stanu Jammu i Kaszmir. Rodzina Namgyal otrzymała Stok jako jagir i posiada go oficjalnie po dziś dzień.

Począwszy od lat 50. XIX wieku rosną wpływy europejskie - do Ladakhu zjeżdżają turyści, geolodzy oraz sportowcy. W1885 Leh staje się bazą misyjną braci morawskich.

W roku 1947, kiedy Indie uzyskiwały niepodległość, dogryjski maharadżaHari Singh musiał wybrać, czy przyłączyć się do Indii czy Pakistanu. Koniec końców podpisał akt przyłączenia się do Indii. W odpowiedzi Ladakh został najechany przez Pakistan, atak ten został jednak wkrótce odparty.

1949 Chiny zamknęły granicę pomiędzy doliną Nubra i regionem Xinjiang, blokując tym samym odwieczne szlaki handlowe. W 1955 rozpoczęła się budowa chińskich dróg łączących Xinjiang z Tybetem, przebiegających przez obszar Ladakhu. Rozpoczęła się również budowa drogi Karakorum łączącej Chiny z Pakistanem. Indie wybudowały natomiastdrogę Srinagar-Leh, skracając w ten sposób czas potrzebny na podróż ze Srinagaru do Leh z szesnastu do dwóch dni.

W tym czasie cały stan Dżammu i Kaszmir jest przedmiotem sporów terytorialnych pomiędzy Indiami, Pakistanem i Chinami. Dystrykt Kargil był obszarem działań wojennych w wojnach indyjsko-pakistańskich w 19471965 i 1971. W czasiewojny z 1971 r. armia indyjska zdobyła znajdującą się poprzednio pod kontrolą Pakistanu wioskę Turtuk w dolinie Shyoku. Ostatnim poważniejszym konfliktem indyjsko-pakistańskim w Ladakhu była wojna kargilska w 1999. Rozpoczęła się ona, gdy indyjska armia zlokalizowała pakistańskich żołnierzy w zachodnim Ladakhu (dokładnie w Kargil, Dras, dolinie Mushkoh, Batalik i Chorbalta) szukających strategicznych punktów wzdłuż drogi Srinagar-Leh. W akcji o kryptonimie operacja Vijayindyjska armia przy wsparciu artyleryjskim i lotniczym wyparła pakistańskich żołnierzy za Linię Kontroli ustanowioną przez indyjski rząd, która nie została przekroczona przez indyjskich żołnierzy.

Od 1984 Indie i Pakistan rywalizują też na obszarze lodowca Siachen, który stanowi tym samym najwyżej położone pole bitwy na świecie. Konflikt powstał z powodu nieprecyzyjnych sformułowań w traktacie z Simli dotyczących obszaru poza punktem NJ 9842. Polityka górska Pakistanu a także agresja kartograficzna Stanów Zjednoczonych spowodowała w końcu wyścig w zajmowaniu kluczowych pozycji w łańcuchu Saltoro Range, który graniczy z lodowcem Siachen. Pozycje te są zajmowane po dziś dzień, przy wyraźnej przewadze strategicznej po stronie Indii.

W 1974 roku Ladakh został otwarty dla ruchu turystycznego. Z biegiem czasu turystyka stała się jedną z głównych gałęzi gospodarki Ladakhu i przyczyniła się do głębokich zmian w jego społeczeństwie.

W roku 1979 region Ladakhu został podzielony na dystrykty Kargil i Leh. W 1989 miały miejsce krwawe zamieszki pomiędzy zamieszkującymi ten obszar buddystami i muzułmanami. Większość z nich była odpowiedzią na agresywne przemowy Benazir Bhutto, nawołujące do ataku na Hindusów i buddystów, aby w ich wyniku opuścili oni Kaszmir. W 1993 w odpowiedzi na żądania uniezależnienia się od zdominowanego przez mieszkańców Kaszmiru rządu, została utworzona Ladakhijska Autonomiczna Rada Rozwoju Wzgórz (Ladakh Autonomous Hill Development Council).

źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ladakh

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi
statystyka