Kategorie: Wszystkie | opowieści Ani | opowieści Pawła
RSS
sobota, 23 lipca 2016


Na wyspie Jeju oprócz jaskini można zobaczyć jeszcze inny cud natury, a mianowicie wulkan Seongsan Ilchulbong. Jeju to wyspa wulkaniczna, dlatego pełna jest stożków, zwanych w dialekcie Jeju - oreum. Seongsan jest dość nietypowym wulkanem, powstałym poprzez kontakt morskiej wody z gorącą magmą. Jest to chyba jedyny tak świetnie zachowany stożek wulkanu takiego typu, bodajże na całym świecie. Dlatego został on wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jak i całej Wyspy Jeju jako jednego z „Nowych siedmiu cudów natury”. Jest nazywany wulkanem wschodzącego słońca, bo podobno najładniej wygląda właśnie o wschodzie, tyle, że trzeba wstrzelić się w sprzyjającą pogodę. Wulkan przypomina potężną fortecę z pionowo opadającymi ścianami do morza. Wnętrze krateru ma prawie idealny kształt koła, który można zobaczyć po wdrapaniu sie na jego "obręcz" pokonując kilkaset schodów. Krater wulkanu jest porośnięty dość bujną roślinnością.

Wyspa posiada również kamienne rzeźby, które przedstawiają ciekawą historię. Przed uzyskaniem form ludzkich były one jedynie bazaltowymi tworami, które zastygły po wylaniu się lawy i stanowiły naturalna ochronę pól przed burzami i silnym wiatrem. Dopiero ok. 1750 roku miejscowa ludność zaczęła rzeźbić skały a powstałe „kamienne dziady” (dolharubang) miały odstraszać intruzów. Do dzisiejszego dnia przetrwało 45 fallicznych monolitów i są one symbolem starożytnej kultury bogatej w legendy i bogów. w wielu miejscach na wyspie można natknąć sie na wspólczesne rzeźby też wykonane z porowatego tufu bazaltowego (wersja mini wróci ze mną do domu)

No i trafiliśmy jeszcze na super dziwne miejsce. Labirynt wykonany z żywopłotu. Najpierw chcieliśmy wyjść sami, ale okazało się to być niełatwe, więc skorzystaliśmy z mapki owego labiryntu i długopisem wykreśliliśmy trasę między żywopłotami. czułam się trochę jak w Harrym Potterze 😁.

wulkan  Seongsan Ilchulbong

Zielone wnętrze krateru

Zejscie z wulkanu

Panorama z wulkanu

Wulkan z lotu ptaka wygląda tak (Foto z flikr.com)

Kamienne dziadki

Labirynt

piątek, 22 lipca 2016

Tak się złożyło, ze od tego roku staliśmy sie miłośnikami jaskiń lawowych. Pierwszą jaką widzieliśmy zimą tego o roku była Jaskinia Wiatrów na Teneryfie a druga to właśnie ta, o której piszę.

Jaskinie lawowe to szczególny rodzaj jaskiń, powstały one podczas erupcji wulkanów, kiedy to lawa płynąc zaczęła stygnąć od góry zasklepiajac swoje koryto. Po całkowitym zamknięciu koryta, stygnięcie lawy zostało zatrzymane i płynęła ona sobie swobodnie aż do zakończenia erupcji. Po wypłynięciu całej ławy mamy piękne koryta - jaskinie, które dziś możemy podziwiać jako jaskinie lawowe (ang. lava tubes). Niewiele jest takich jaskiń na świecie, my wiemy o tych na Wyapach Kanaryjskich, Azorach, naszej w Korei (tak naprawdę to jest ich tu na Jeju kilka) i podobno największe znane są na Hawajach.

Manjanggul okazała się naprawdę imponującym zjawiskiem. Całość kompleksu ma ponad 7km długości, przy czym turystom do zwiedzania udostępniono 1km. Korytarz osiaga ponad 20m wysokości ale i czasami ma tylko nieco ponad 3m. Na samym końcu części turystycznej dochodzimy do ponad 7dmio metrowej kolumny lawy - podobno najwyższej na świecie. 

Porownując jaskininę Manjanggul do tej, ktorą widzieliśmy na Teneryfie, ta koreańską jest większa w części udostępionej dla turystow (bo tak naprawdę ta na Teneryfie ma 17km długości, ale generalnie korytarze tam są wezsze), za to tą hiszpańską zwiedzało się z przewodnikiem, który był nastawiony na to, aby turyści zapamietali wiele wulkanicznych faktów. Niemniej nam to za bardzo nie przeszkadzało, bo Ania jako geograf była w swoim żywiole. Nawet pokusiliśmy się na określenie, że zachowuje się jak "ratlerek w sklepie mięsnym" biegała podekscytowana nie wiedząc od czego zacząć, żeby nic jej nie umknęło.

manjanggul001

manjanggul008

manjanggul002

manjanggul004

manjanggul010

manjanggul009

manjanggul006

manjanggul0052

manjanggul007

 

 

czwartek, 21 lipca 2016


Dzisiaj krótko, bo to ostatni dzień w Seulu, wieczorem lecimy na Jeju (świetna nazwa czyż nie?), ale Koreańczycy wymawiają ją jako Dżedzu. Szybka relacja z tego dnia w Seulu. Między kilkoma kolejnymi pałacami, których Paweł już miał dość, napotkaliśmy na kilka ciekawostek. Moje plany zobaczenia jak największej ilości rzeczy oczywiście wprowadzam w życie, choćbym miała wlec noga za nogą. Wczoraj dobiłam nas... mega fontanna z mostu, która jest z racji długości wpisana do rekordów księgi Guinessa... Owszem sikała daleko, ale... kolory były do bani, więc fotek wam nie pokażę. Ale wracając do dzisiejszego dnia nie będę się rozwodzić... popatrzcie na zdjęcia.

Kącik graczy

seulr0041

Panowie grają w najlepsze

seulr0051

Gra jest bardzo absorbująca

seulr0032

Na targu - marynowane krabiki

Na targu z szybkim jedzonkiem

Każdy znajdzie tu coś dla siebie

o takie danie jedliśmy

Moje stoisko

Cała góra placuszków

Marynaty - koreańskie pikle

A to rzeczka w centrum Seulu

Niezależnie od wieku wszyscy są podłączeni

Składany rowerek

Uwaga, klapy się podniosą trzeba się ewakuować

Maski przeciwgazowe w metrze

Jak zachować się poprawnie w metrze

Latarka na wyposażeniu każdego pokoju

No to lecimy na... Jeju. jakąś taką monotonnie widać na tablicy odlotów...

 

 

Przyznam szczerze, ze Seul nas zaskoczył. I to bardzo miło zaskoczył. Miał być miastem do którego się przylatuje, organizuje jakoś te 2 dni i jedzie dalej. Nawet nieszczególnie planowaliśmy przed wyjazdem co by tu zobaczyć. Skupiliśmy się na DMZ i tam byliśmy wczoraj, ale samo miasto jakoś umykało naszej uwadze.

Okazało się jednak, ze Seul jest bardzo przyjemnym w odbiorze, a jednocześnie dynamicznym miastem. Miasto jest ogromne, Mieszka tu ponad 10 milionów ludzi, jest 14 linii metra, a jednocześnie nie czuje się takiego ścisku i pędu jak na przykład w Hongkongu. Odwiedziliśmy kilka z niezliczonej ilości dzielnic, a każda z tych, które widzieliśmy miała swój niepowtarzalny charakter. Były wiejskie domki zamienione na wille, były wieżowce w sąsiedztwie świątyń, był i chiński bazar.

Internet mówi, ze w Seulu jest 36 budynków o wysokości powyżej 150 metrów. Ile ma Warszawa? I uwierzcie mi, budynków o wysokości nieco poniżej 150m są tu setki. Wiele wyróżnia się swoim wyglądem i na pewno zostaną zapamiętane na długo. I pomimo tego, ze stoją one dosyć ciasno jeden obok drugiego, jest jeszcze miejsce na wiele zieleni i szerokie ulice. Mieliśmy tez okazję wjechać na tutejszą wieżę telewizyjną, która mając ponad 260m wysokości stoi na wzgórzu które rownież ma ponad 260m. Daje nam to piorunujący widok z góry. 

Jednoczescie, obok tej całej nowoczesności mamy kilka ogrodów i pałaców cesarskich, udało nam się tez 'zaliczyć' muzeum historyczne oraz muzeum sztuki współczesnej.

Przy tych wszystkich atrakcjach ceny życia turysty tutaj nie są zbyt wygórowane, a już na pewno niższe niż w innych miastach Azji w których byliśmy. Przejazd metrem to podobny koszt co w Polsce, posiłek w lokalnej knajpce można zjeść już od 12-15 zł. Za to ceny wstępów do muzeów, i pałaców cesarskich są śmiesznie niskie bo oscylują w granicach 4-12zł (albo wręcz są darmowe). Nawet wjazd na wieżę telewizyjną  kosztuje poniżej 40zł, co jest dobrym wynikiem porównujac inne miasta w regionie.

Zatem osoby lubiące wielkie miasta (jak na przykład Paweł), lub tolerujące wielkie miasta (jak na przykład Ania) śmiało mogą wpisać Seul na swoją listę obowiazkową zaraz poniżej Hongkongu i Singapuru, a na pewno przed  Kuala Lumpur, Bangkokiem, Delhi i Pekinem (to subiektywna lista fajności miast wg autorów wpisu).

Zmiana warty królewskiej

seul0006

Wartownik

seul0011

Wieżowce Seulu

seul0003

Kolejny wartownik

seul0010

Władze Korei chyba widzą że maja problem z podłaczonymi...

seul0004

 

Widok na Seul z wieży

seul0002

Zmiana warty

seul0022

 

Koreańczycy ubrani w narodowe stroje - hankoki

seul0023

I jeszcze raz...

seul0020

 

Zakaz palenia - bardzo sugestywny

seul0013

 

Piszemy po koreańsku

seul0017

Tu jedliśmy pierożki

seul0033

Wiezowce Seulu

seul0035

 

I jeszcze jeden wartownik

seul0019

 

Buddyjska świątynia wśród wieżowców

seul0034

Pałac w Seulu

seul0031

Koreanki

seul0027

 

Wartownicy

seul0009

Pomnik króla Sejgonga

seul0016

Taka ładna Koreanka robi selfie

seul0024

 

Ania z wartownikiem

seul0012

Kolejny pałac

seul0028

Część tzw wsi zamienionej na wille

seul0032

Transport przedszkolaków

seul0005

Budynek w Seulu z roślinnościa

seul0014

 

Tagi: Azja Korea Seul
02:43, geoanja
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lipca 2016

W Korei jesteśmy od wczoraj, a już dziś mieliśmy okazję doświadczyć największej atrakcji turystycznej koreańskiej części naszego wyjazdu. Atrakcja turystyczna to może nie do końca dobre określenie, bo byliśmy w strefie zdemilitaryzowanej pomiędzy Koreą Południową i Północną (DMZ) a dokładnie w ośrodku administrowanym przez oba kraje czyli Panmundżom (JSA). DMZ to linia graniczna między państwami, ale dodatkowo z każdej strony jest 2 km strefy buforowej. owa strefa buforowa od reszty kraju oddzielona jest kolczastymi zasiekami, budkami wartowników, kamerami. 

Żeby tam się dostać wybraliśmy ofertę USO - organizacji pracującej przy armii USA zapewniającej żołnierzom amerykańskim rozrywkę.

wycieczka rozpoczęła się w Dorasan na wymarłej stacji kolejowej na granicy strefy, która kiedyś okazjonalnie jeździły pociągi pomiędzy Północą a Południem ale od jakiegoś czasu nie jeździ nic z wyjątkiem pociągu wycieczkowego z Seulu, który tam kończy bieg. Taka stacja widmo.

Kolejnym elementem programu był punkt obserwacyjny Dora, z którego widać spory kawałek strefy wraz z kilkoma wioskami i miastem po stronie północnej. Wieś po stronie północnej to podobno atrapa, bo nawet budynki mają pomalowane okna. Wieś po stronie południowej to miejsce w którym za nic w świecie nie chciałabym mieszkać. Dlaczego? Ano dlatego, że ludzie mieszkający w tej 2-km strefie buforowej muszą stosować sie do ścisłych reguł np. przed zachodem słońca muszą być w swoich domach. Mają tu specjalne przywileje np. nie idą do wojska, nie płacą podatków. Co nie zmienia faktu że żyją niczym w więzieniu. we wsi znajduję się wielka flaga Korei Południowej na maszcie o wysokości ok. 100m, to Koreańczycy z części północnej postawili w swojej wsi na wyższym maszcie o wysokości 160m.

Następnie zobaczyliśmy tak zwany Trzeci Tunel - tunel wykopany przez komunistów na stronę południową w celu przeprowadzenia ataku lądowego. Takich tuneli odkryto w sumie 4, ostatni w latach 90tych. Prawdopodobnie jest ich więcej. Trzeci tunel oddany do zwiedzania położony jest na głębokości 70m. Widać jak Koreańczycy z północy byli zdeterminowani.

Punktem kulminacyjnym naszej wycieczki była wizyta w Panmundżom czyli miejscu wewnątrz strefy, w którym stoją budynki do których mogą wejść ludzie z Północy jak i Południa. Wielkim nadużyciem byłoby napisać, ze żyją oni tam w zgodzie i pokoju, wszak napięcie widać na każdym kroku. 

Do samego JSA można wjechać tylko w zorganizowanej grupie wojskowym autobusem, nas eskortowali starszy szeregowy Hunter oraz specjalista Medina z amerykańskiej bazy Bonifas. Najpierw jednak amerykański żołnierz przedstawił wykład ze slajdami dotyczący granicy i konfliktu. Czułam się jak na prawdziwej amerykańskiej odprawie wojskowej. Potem dostaliśmy dokument do podpisania, w którym każdy zobowiązywał sie do przestrzegania określonych zasad bezpieczeństwa, bo przecież cały czas będziemy obserwowani. Na miejscu turyści muszą chodzić jak w zegarku i wykonywać wszystkie polecenia wojskowych.Zdjęcia też można robić kiedy żołnierze pozwolą. Nagrodą jest kilka niepowtarzalnych zdjęć. 

Wchodzimy więc dwuszeregiem do budynku granicznego, jak rekruci wojskowi dosłownie na kilka minut. W budynku jesteśmy cały czas na podsłuchu. Przez chwilę możemy być w Korei Północnej, bo budynek po połowie leży w dwóch krajach.... Na komendę opuszczamy budynek i stajemy przed nim. Ponownie tylko na komendę możemy robić zdjęcia stojących żołnierzy obu Korei. Na komendę w szeregu opuszczamy miejsce.

ps. a czy wiedzieliście, że swoją bazę mieli tu wspólnie Polacy i Czesi???

 DSC_7659

Zasieki między obydwoma Koreami

DSC_7677

Pomnik zjednoczenia obu Korei przy Trzecim tunelu

DSC_7655

 

Stacja widmo - DorasanDSC_7645

Odległości od stacji Dorasan

DSC_7681

Ten betonowy krawężnik to granica...

DSC_7678

Stoję w budynku granicznym już po stronie Północy. za moimi plecami drzwi do innego świata...

DSC_7701

Wieś na Północy z najwyższym masztem

DSC_76471

Martwy peron stacji Dorasan

DSC_76851

Budynek graniczny

DSC_7691

Żolnierz Południa pilnuje granicy

DSC_76881

Tam w tle Korea Północna

DSC_76871

Żołnierze obu stron

DSC_7704

Most "Bez powrotu" Nazwa mówi sama za siebie...

 

sobota, 16 lipca 2016

Plecaki spakowane... jutro ruszamy. Pociagiem do Warszawy, potem liniami Emirates do Dubaju, tam kilka godzin czekania na lotnisku w nocy, i w końcu lot do koreańskiej stolicy - Seulu. Na miejscu bedziemy koło 17:00 tamtego czasu, czyli 10:00 polskiego (7 godzin rożnicy czasu)

Tradycyjnie jak co roku wrzucam fotkę zawartości mojego plecaka... jakoś dziwnie mało mam w tym roku... bo plecak gabarytowo jest taki, że mieści się jako bagaż podręczny we wszelkich tanich linaich lotniczych. Caly czas mam w nim jeszcze wolne miejsce (???) choć już sprawdzałam dwa razy czy wsyztsko mam... Plecak wraz z zawartością waży 8,2 kg, Pawła jest ciut cięższy, bo ok. 10kg.

A tu foto:

piątek, 15 lipca 2016

 A tak wygląda nasz bardzo wstepny plan wyjazdu. Tony notatek porobione... Tyle rzeczy ciekawych jest na naszej trasie, że jak zwykle zamiast "odpoczywać" będę myśleć, co moge jeszcze wcisnąć do planu, ku utrapieniu Pawła... :)

  •  17 lipca - przelot Warszawa - Dubaj - Seul (Korea)
  • 18 lipca - przylot do Seulu, Seul nocą (dzielnica Gangnam)
  • 19 lipca - przejazd na DMZ - czyli na granicę Korei Południowej i Północnej oraz podziemne tunele, wieczorem w Seulu Tęczowy Most z pokazem fontann
  • 20 lipca - Seul - zwiedzanie pałaców, Muzeum Wojny Koreanskiej, Muzeum T.UM Telecom, fortyfikacje (i to tam da się jeszcze)
  • 21 lipca- rano dalesze zwiedzanie Seulu (moze część olimpijska), przelot na wyspę Jeju.
  • 22 lipca - Wyspa Jeju - jaskinia lawowa Majanggull, wulkan Seong- san
  • 23 lipca - Wyspa Jeju - wejście na górę Halla-san 1950m npm
  • 24 lipca - Wyspa Jeju - ścieżki po wyspie tzw. Olle. szukam kobiet Haenyeo - tzw. morskie kobiety
  • 25 lipca - Prom z Jeju z powrotem na półwysep Koreański. dojazd do Sunecheon 
  • 26 lipca - Suncheon - rozlewiska, wioska filmowa - plan zdjęciowy, wioska kulturowa Naganeupseong (moze razem z Boseong)
  • 27 lipca - Boseong - plantacje zielonej herbaty lub jedziemy do Gyeongju
  • 28 lipca -  Zwiedzanie Busan, nocny prom z Busan do Fukuoki w Japonii 
  • 29 lipca - Fukuoka 
  • 30 lipca - Nagasaki lub Kagoshima - Sakurajima
  • 31 lipca - Wulkan Aso, Kumamoto
  • 1 sierpnia - Hiroshima i Miyajima
  • 2 sierpnia - Kioto - zwiedzanie i polowanie na geiko i maiko 
  • 3 sierpnia - Kioto - Destylarnia japońskiej whisky
  • 4 sierpnia - Fabryka Toyoty w Nagoya, Kioto
  • 5 sierpnia - Nara, Osaka
  • 6 sierpnia -  zamek Himeji
  • 7 sierpnia -  Przejazd do Sapporo
  • 8 sierpnia - Hokkaido - Otaru, Yoichi
  • 9 sierpnia -Hokkaido - Farma kwiatów
  • 10 sierpnia - Hokkaido -  Jezioro Toya
  • 11 sierpnia - Hokkaido - Noboribetsu Onsen
  • 12 sierpnia - przejazd do Tokio, zwiedzanie 
  • 13 sierpnia - Tokio - Tsukiji Market, święto Obon, zwiedzanie
  • 14 sierpnia - Tokio - zwiedzanie, teatr kabuki, może trening sumo, polowanie na cosplaye itp.
  • 15 sierpnia - Tokio - zwiedzanie, wylot nocą 
środa, 13 lipca 2016

Jeden z pierwszych dni naszego wyjazdu poświecimy na zobaczenie granicy pomiędzy dwoma Koreami...

Poniżej najważniejsze informacje o samej strefie. Wybieramy się na granicę z koreańskim biurem, gdyż, właściwie tylko tak można zobaczyć to miejsce. Na dodatek jest wiele zakazów. Zdjęcia można robić tyko wtedy kiedy żołnierze na to pozwolą, nie wolno mieć zoomu. Nie wolno machać rękoma, aby Koreańczycy z północy nie wzięli cię za wroga, nie wolno mieć na sobie ubrań w kolorze wojskowym, ani żadnych kłójących w oczy napisów...  zapowiada się bardzo ciekawie.... a to wszytsko już 19 lipca :) 

Koreańska Strefa Zdemilitaryzowana –strefa zdemilitaryzowana, która powstała w 1953 roku. To  strefa ciągnąca się po obu stronach linii demarkacyjnej o szerokości 4 km i długości 238 km, przebiegającym w przybliżeniu wokół 38 równoleżnika. Podział wzdłuż 38 równoleżnika to sprawa dość prozaiczna. Oficer niskiego szczebla, o nazwisku Charles H. Bonesteel, szef sekcji politycznej sztabu MacArtura,   miał zaledwie 30 minut na zaproponowanie granic stref okupacyjnych, a że 38 równoleżnik dzieli Koreę na niemal dwie równe części, zaproponował tę właśnie linię. Południe dostało 60 tys. km2. na których mieszkało 21 mln ludzi natomiast Północy przyznano 77 tys. km2 z 9 mln mieszkańców. 

Rola tej strefy polega na ograniczeniu fizycznego i wzrokowego kontaktu sił obu stron, co ma na celu ograniczyć incydenty i prowokacje, a więc zapobiegać wybuchowi ponownego konfliktu. Po obu stronach wąskiej strefy mamy do czynienia z najbardziej zmilitaryzowaną przestrzenią we współczesnym świecie, w której zgromadzono milionowe armie wyposażone w najnowocześniejsze środki rażenia, w tym broń nuklerarną, chemiczną i biologiczną. W Strefie Zdemilitaryzowanej znajduje się największe na świecie pole minowe. 

Panmundżom - 27 lipca 1953 podpisano tu zawieszenie broni w wojnie koreańskiej. Obecnie na wieś składa się wyłącznie łączona strefa bezpieczeństwa między krajami. Panmundżom jest w licznych publikacjach postrzegany jako symbol podziału świata na socjalistyczny i kapitalistyczny.  Jest jedynym miejscem wzdłuż całej strefy zdemilitaryzowanej, w którym siły zbrojne obu krajów mają bezpośredni kontakt. Strefa, podzielona linią demarkacyjną na dwie prawie równe części, istnieje od początku w tych samych granicach; zmieniły się jedynie budynki. Bezpieczeństwa w strefie strzeże policja wojskowa. Początkowo poruszanie się w obrębie strefy było dozwolone na całym jej terytorium. Do 1976 strzeżona była przez 35 żołnierzy z każdej ze stron; po zabójstwie dwóch oficerów amerykańskich przez siły północnokoreańskie 18 sierpnia 1976 siły ochronne zostały wzmocnione i wprowadzono linię demarkacyjną.

a tutaj trochę o podziale obu Korei

niedziela, 10 lipca 2016

Już za tydzień ruszamy w kolejną podróż do Azji. W tym roku będzie bardzo cywilizowanie, czyli bez problemów komunikacyjnych, bo będą szybkie japońskie koleje, bez problemów żołądkowych, bo tu będzie czysto, bez noclegów w dziwnych miejscach, bo to przecież Japonia i Korea. Ale za to bez wiosek i dużej ilości zieleni, bo to właśnie zabudowana Japonia... za to będzie cała masa wielkich miast... W tym roku czeka nas całkiem inna Azja i niestety nie tania. Sprawdzimy czy japońskie sushi faktycznie da się jeść (może właśnie zmienię zdanie), czy japońskie pociągi shinkaseny są tak punktualne, zobaczymy jakiś wulkan... Jakiś bo jeszcze nie wiem dokładnie który, bo tam wiecznie są zamknięte strefy. Przejedziemy Japonię od południowej wyspy Kiusiu, aż po Hokkaido. Zajrzymy do fabryki Toyoty, fabryki whisky japońskiej, wypróbujemy gorące źródła - onseny, poszukamy w starych uliczkach  Kioto japońskich gejsz, przydałby się seans japońskiego teatru no lub kabuki, ale też w planach jest zobaczenie największej na świecie giełdy tuńczyków, no i odwiedzimy liczne zabytki... Natomiast w Korei wybieramy się na granicę z Koreą Północną, gdzie nie będzie tak jak rok temu  na granicy indyjsko-pakistańskiej wielkiej imprezy... Polecimy też na  koreańską wulkaniczną wyspę o wdzięcznej nazwie Jeju, na Półwyspie Koreańskim zajrzymy do kilku dawnych wsi.... Po czym promem z Korei popłyniemy do Japonii.

 

a tu kilka informacji o Japonii i Korei z youtuba. wprawdzie po angielsku, ale bardzo mi się podobają. Zwłaszcza historia Japonii w pigułce.

Geografia Japonii:

Historia Japonii:

Geografia Korei:

 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Po uzyskaniu przez Indie niepodległości i podziale brytyjskiej kolonii na Indie, Pakistan i Bangladesz okazało się, że stolica stanu Pendżab czyli Lahore znajduje się w Pakistanie.

Wtedy to pewien szwajcarski architekt o nazwisku Le Corbusier, dostał niepowtarzalną okazję wybudowania miasta od zera. Powstałe miasto miało być symbolem postępu i nowoczesności Indii. Le Corbusier mógł całkowicie dowolnie zrealizować swoją wizję miasta funkcjonalnego, którą po części realizował też na południu Francji (np w Marsylii, przy czym tam jedynie niektóre budynki są jego projektu).

Tak w latach 1952 - 1962 powstał Chandigarh, miasto inne od wszystkich w Indiach, a może i nawet na świecie?

Dziś Chandigarh jest stolicą 2 stanów: Pendżabu i Hariany, jest też regionem związkowym, czyli oddzielnym stanem - miastem.

Świetność miasta nieco indyjsko podupadła, pozostał jednak układ urbanistyczny miasta i monumentalne budynki administracyjne, które działają do dziś.

Miasto podzielone jest na prostokątne sektory o bokach 800 na 1200 metrów, każdy sektor w założeniu był oddzielną jednostką ze szkołami, świątyniami i placem zamkniętym dla ruchu kołowego. Sektory łączą szerokie wielopasmowe arterie oddzielone od budynków pasami zieleni, a na skrzyżowaniach królują ronda. Zobaczcie sami!

W mieście operuje się numerami sektorów. W sumie jest ich prawie 70.

Budynek sądu najwyższego.

Rzeźba "Otwarta dłoń"

Zgromadzenie parlamentów Pendżabu i Hariany

Budynek administracji czyli tzw. "Sekretariat"

Po lewej "Zgromadzenie", w oddali "Sąd Najwyższy". Widok z dachu "Sekretariatu". W "Zgromadzeniu" byliśmy w środku, niestety nie wolno robić zdjęć... A szkoda :-(

A to już kamienny ogród z rzeźbami z produktów wtórnych.

PS. Jesteśmy już ponownie w Delhi, jutro w nocy wylatujemy do Polski. Zatem najprawdopodobniej to już ostatni wpis z tej podróży.

Good night, and good luck!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi
statystyka