Kategorie: Wszystkie | opowieści Ani | opowieści Pawła
RSS
niedziela, 14 sierpnia 2016

Okazało się, że przez ostatnie 2,5 tygodnia byliśmy w innej Japonii. Tej normalnej... Aż sie dziwiliśmy że w Hakacie, Hiroszimie, Kioto, Sapporo jest jakoś tak swojsko: zwykli ludzie, rodziny, osoby starsze, młodzież. Szczytem ekstrawagancji byli właściciele psów, którzy wozili swoich pupili w wózkach dziecięcych, nosidełkach na brzuchu, specjalnych torbach. Ale to wszystko. Poza tym nic... Wszystko zmieniło się jak wjechaliśmy do Tokio. Pierwszego mężczyznę po damskich butach na obcasach widzieliśmy jeszcze na stacji, zaraz jak wysiedliśmy z shinkansena, jeszcze zanim dojechaliśmy pociągiem podmiejskim do naszego mieszkania.

Widać tu dużą różnice w porównaniu z resztą kraju. Nawet na zwykłym spacerze od czasu do czasu przemknie jakieś dziewczę w stroju lolity, pan z pokemonem w kapciu na smyczy, lub osoba w ubraniach płci przeciwnej.

Widać też tendencję wsród normalnie ubranych dziewcząt i kobiet do noszenia za dużych butów. Podobno tak jest "kawai" czyli milusio. Taki tu kanon piękna.

Pojechalismy dziś na poszukiwanie takich indywidualności. Najpierw odwiedziliśmy dzielnicę Akihabara - i znajdujące się tak tak zwane electric city, czyli sklepy z elektroniką o dużym zagęszczeniu ich ilości na małym obszarze. Elektronice towarzyszą gry komputerowe, a z nimi komiksy i cała popkultura związana z mangą i anime. Spodziewaliśmy się, ze co druga dziewczyna tam będzie przebrana, okazało sie jednak, że nie było ich aż tak dużo. Dużą cześć z nich stanowiły hostessy zapraszające do kawiarni, gdzie cały personel ubrany jest w lolicie ciuszki. Z zaproszenia nie skorzystaliśmy.

Z Akihabary pojechaliśmy do dzielnicy Harajuku, gdzie według podań i legend, a także internetu miały się spotykać osoby ubrane w stroje z epoki wiktoriańskiej, tzw. "gothic lolita", niestety oprócz rzeszy nastolatek biegnących do pobliskiej hali sportowej na koncert tutejszego bożyszcze, za wiele gothic nie widzieliśmy. Dzień zakończyliśmy ponowną wizytą na skrzyżowaniu w Shibuya, gdzie dziś było jeszcze więcej osób niż w piątek. Wyglądało to tak, jakby całe Tokio przyjechało tu dziś na zakupy.

Jutro wieczorem już wracamy, wiec jak sie uda to wpisik jakiś będzie z lotniska. Oczywiście przy sprzyjających wiatrach i dostępie do internetu...

 

sobota, 13 sierpnia 2016

Wczoraj po pokonaniu 1200 km w rekordowym czasie 8 godzin (część „normalnym” ekspresem, a część shinkansenem, gdzie momentami pociąg osiągał 325km/h) dotarliśmy popołudniu do Tokio. Stolica Japonii robi wrażenie, wręcz wgniata człowieka. Tak zatłoczonego miasta nie widziałam. Wszędzie ludzie, wszędzie linie shinkansena, ekspresów, zwykłych pociągów, nadziemnych kolejek, metra… wszystko na wielu poziomach wijących się pomiędzy wieżowcami. Żeby to zrozumieć, trzeba tu przyjechać, choć  nie wytrzymałabym w takim mieście.  Mieliśmy zobaczyć największą giełdę tuńczyków na markecie Tsukiji. W nocy tuż po 3 stawiliśmy się w punkcie odbioru wejściówek na wielką giełdę tuńczyków, ale niestety jak się okazało wejściówki zostały rozdane już o 2 w nocy  (na wejście około 5:30) i już wtedy część osób została odesłana z kwitkiem. My tym bardziej, a po nas szli kolejni chętni. To szaleństwo chyba spowodowane było świętem w Japonii, z racji którego do środy market jest zamknięty.

Od wczoraj biegamy po mieście, aby zobaczyć jak najwięcej, poniżej trochę zdjęć… 

Slynne skrzyżowanie w dzielnicy Shibuya

 No i się wszyscy pomieszali

A tak to wygląda z góry. jeszcze przechodnie stoją na czerwonym

... i poszli...

 Zagubiony Pokemon

Shibuya

 Pies Hatchico, który podobno czekał na swego pana przez 9 lat

Dzielnica Shinyuku

  I Zaułek... Szczyn. Taka jest historyczna nazwa tego miejsca

 W zaułku same malutkie knajpki

 Menu... co by tu zjeść?

 Knajpka z tempurą - czyli warzywa w cieście

 A tak wygląda danie

 Wieżowce Shinyuku

 Fragment panoramy Tokio z wieżowca Tokyo Metropolitan Government Building

 Market Tsukiji rano

 Pakowanie owoców morza do skrzyń z lodem

 Cięcie mrożonego tuńczyka

 Głowy tuńczyka

 Różne resztki...

 Wieża kapsułowa

 Każda kapsułka to mieszkanie

 Monorail o nadziemna kolejka do Odaiby

 Szyny kolejki na tle wieżowców

 Teatr Kabukiza - tu jeszcze mamy zamiar wrócić na spektakl

 Hmm Japończycy mają bzika na punkcie psów

 O jakie autko...

 

Od wczoraj biegamy po mieście, aby zobaczyć jak najwięcej, poniżej trochę zdjęć…

Wczoraj po pokonaniu 1200 km w rekordowym czasie 8 godzin (część „normalnym” ekspresem, a część shinkansenem, gdzie momentami pociąg osiągał 325km/h) dotarliśmy popołudniu do Tokio. Stolica Japonii robi wrażenie, wręcz wgniata człowieka. Tak zatłoczonego miasta nie widziałam. Wszędzie ludzie, wszędzie linie shinkansena, ekspresów, zwykłych pociągów, nadziemnych kolejek, metra… wszystko na wielu poziomach wijących się pomiędzy wieżowcami. Żeby to zrozumieć, trzeba tu przyjechać, choć  nie wytrzymałabym w takim mieście.  Mieliśmy zobaczyć największą giełdę tuńczyków na markecie Tsukiji. W nocy tuż po 3 stawiliśmy się w punkcie odbioru wejściówek na wielką giełdę tuńczyków, ale niestety jak się okazało wejściówki zostały rozdane już o 2 w nocy  (na wejście około 5:30) i już wtedy część osób została odesłana z kwitkiem. My tym bardziej, a po nas szli kolejni chętni. To szaleństwo chyba spowodowane było świętem w Japonii, z racji którego do środy market jest zamknięty.

 

czwartek, 11 sierpnia 2016

 Jak ktoś wam powie słowo „Sapporo” to jakie macie pierwsze 2 skojarzenia? Wiem: skoki narciarskie i piwo, nie jestem tylko pewien w jakiej kolejności!

Otóż dziś doświadczyliśmy obu tych atrakcji… Ale po kolei. Rano pojechaliśmy do muzeum sportów zimowych w Sapporo. Wszak odbyła się tu olimpiada zimowa w 1972 roku (medal Fortuny to wtedy?). Muzeum znajduje się przy skoczny narciarskiej Okura i właśnie ona zwróciła nasza największa uwagę. Na skoczni odbywał się właśnie trening juniorów, zarówno chłopców jak i dziewcząt. Można było popatrzeć jak skaczą i to z różnych stron, nawet z tarasu tuz nad belką startową. Skocznia robi ogromne wrażenie, zresztą zobaczcie na zdjęciach.

W samym muzeum w porównaniu ze skocznią niewiele. Najfajniejszy okazał się tor to curlingu, na którym zagraliśmy jedną rundę, oraz symulator skoków narciarskich, gdzie osiągnąłem wynik 134m. Niezły jak na pierwszy raz co! Zwłaszcza, ze Okura ma punkt K=120m.

Po południu pojechaliśmy do muzeum piwa, a zaraz po nim do parku Odori w centrum Sapporo, gdzie do 15 sierpnia odbywa się festiwal piwa. Właśnie stoją przed nami 2 kufle Asahi, ale obok są namioty piwa Kirin, Sapporo, a nawet piw niemieckich, które jednak nie cieszą się dużą popularnością. Może cena odstrasza, bo kufel Paulanera to wydatek ponad 1000 jenów, a piwa japońskie są tańsze prawie o połowę.

Jutro już opuszczamy Hokkaido. Rano wsiadamy do pociągu na południe i tuż po 15tej 1200 kilometrów dalej przywita nas Tokio.

Skocznia Okura i skoki narciarskie

Muzeum piwa

Najstarsze piwa Sapporo 

Probki piwka

Letni festiwal piwa w Sappor

 

środa, 10 sierpnia 2016

Farma Tomita położona jest dokładnie w centrum wyspy Hokkaido w pobliżu miejscowości Furano. Zimą Furano słynie z najlepszych w Japonii warunków narciarskich, a latem z… lawendy. Sama farma zatem położona jest w pięknym otoczeniu gór. Czynna jest w zasadzie tylko dwa miesiące w roku, od końca czerwca do końca sierpnia. Jest to dość pokaźnych rozmiarów farma związana właśnie z uprawą lawendy. Działa od lat pięćdziesiątych XX wieku.  Lawenda jest tu przerabiana na olejki, perfumy, mydła, suche ozdoby, a nawet przepyszne lody, które miałam okazje spróbować. Niestety,  teraz w sierpniu już niewiele kwitnącej lawendy na polach, ale za to na farmie można zobaczyć kolorowe dywany ułożone z kwiatów. Jak się można spodziewać, ponieważ Japończycy przykładają dużą wagę do estetyki, to też dywany kwiatowe robią naprawdę kolosalne wrażenie, co przekłada się na dużą ilość turystów, oprócz krajan Japończyków, głównie sąsiadów zza morza czyli chińskich i koreańskich  wycieczek.

Dzisiaj okazało się, że jesteśmy najdalej na wschód ze wszystkich naszych wojaży, gdyż Furano leży na 142⁰24’E. Takie małe geograficzne święto.

 

 

Pociąg retro, a stacja w polu

Lody lawendowe...

I ciekawostka... cebule posadzone niczym od linijki...

Kolejny dzień na Hokkaido to wypad do miejscowości Toya, która okazała się nas zaskoczyć. Mieliśmy pojechać nad jezioro Toya, które  znajduje się w wielkim starym kraterze, a w środku jest wyspa Nakajima oraz zobaczyć wulkan Showa Shenzen, a skończyliśmy w kraterze wulkanu Usu, na który najpierw wjechaliśmy kolejką, a potem przeszliśmy wzdłuż krawędzi krateru aby obejrzeć jego wnętrze. Co ciekawe w wielkim kraterze znajdują się mniejsze kratery, z których cały czas widać uchodzące dymy. Widoki z krawędzi wulkanu niesamowite. Z jednej strony na wnętrze krateru z drugiej strony na morze. Można też było udać się do centrum wulkanicznego, gdzie choćby podczas kilkunastominutowego filmu dowiedzieć się jak powstał wulkan Usu w 1633 roku, a potem zobaczyć jego ostatnią erupcję w 2000 roku. Podczas filmu czuć drgania, które potęgują efekt odbioru tego co na filmie, a sama erupcja była gigantyczna. Wulkan eksplodował ogromną ilością pyłów i bomb wulkanicznych. Kurort nad jeziorem został wręcz zbombardowany. Na szczęście ofiar nie było, gdyż wulkan informuje, że dojdzie do erupcji serią  kilkudniowych wstrząsów. Toteż wszystkich ewakuowano. W Toya zachowano część zniszczonych zabudowań. Nawet po 16 latach widać opuszczone pomieszczenia ze sprzętami przykrytymi pyłem. Okna w budynkach są powybijane, balustrady balkonów zniszczone. W mieszkaniach na parterze do parapetu sięga warstwa pyłu wulkanicznego. Obok leży zerwany most, a jeszcze wyżej pozostałość drogi, którą pochłonął materiał wulkaniczny. Jeszcze nie mieliśmy okazji, aby być w takim miejscu, a naprawdę  robi wrażenie. Człowiek nie ma szans z takim żywiołem.

 Foto z muzeum wybuchu wulkanu Usu

 

 A tak wygladaly samochody po erupcji Usu

 Jezioro Toya z wykaniczna wyspa Nakajima

 Pozdrawiam...

 Geo jajko...

 Wulkan Showa Shenzan

 Krater wulkanu Usu

 

 i jeszcze wiecej wulkanow w kraterze

 I kolejny wulkan

 Krawędź starego krateru

 Skutki po erupcji Usu z 2000r.

 

 

 Pył wulkaniczny wychodzi oknem...

 Na żyznym pyle w ciagu kilkunastu lat wyroslo drzewo w bloku

 

 

 

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do Sapporo. Niestety może być drobny problem z naszymi wpisami, bo tam gdzie mieszkamy go nie ma… Wczoraj pokonaliśmy 1700km w rekordowym czasie 11 godzin i dojechaliśmy na wyspę Hokkaido, gdzie jest Sapporo. Dzisiaj od rana jeździliśmy po okolicy, najpierw odwiedziliśmy kolejną destylarnię whisky w Yoichi, potem na chwilę zawitaliśmy do Otaru, aby późnym popołudniem wrócić do Sapporo i się tu pokręcić. Hokkaido to całkiem inny świat niż główna wyspa Japonii – Honsiu. Tutaj zdecydowanie jest ZIELONO!!! I pachnie tez inaczej i w ogole jest więcej przestrzeni.

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 06 sierpnia 2016

Ostatni dzień w Kioto, jak to jeden z napotkanych Polaków powiedział, przeznaczyliśmy na tak zwane 'dokrętki'. Odwiedziliśmy świątynie, do których nie trafiliśmy wcześniej, dotarliśmy do dzielnicy Higashiyama, a na koniec jeszcze raz odwiedziliśmy dzielnicę Gion w celu porobienia kilku zdjeć gejszom. Wszystko się udało, choć nie było łatwo, bo dziś był chyba najgorętszy dzień podczas całego naszego wyjazdu (upał mógł konkurować tylko z tym z koreańskiego Gyongyju).

Na szczęście szybka ulewa przed Gionem nieco ochłodziła otoczenie. 

 Jutro już opuszczamy region Kansai i jedziemy do nieco chłodniejszego klimatu (taką mamy nadzieję) do Sapporo na wyspie Hokkaido. Do przejechania mamy prawie 1700km, zajmie nam to ponad 10 godzin. W tym pierwsze 1400km przejedziemy szybkim pociągiem 'shinkansen' w dokładnie 7godin i 1minutę (wliczając 10cio minutową przesiadkę w Tokio).

Maiko i geiko

Maiko wychodzi z domu okiya

Maiko wsiada do taksówki

Maiko biegnąca uliczką Gion

I kolejna...  a jak trzyma parasolkę

Dzielnica Gion

Herbaciarnia

Swiątynia... jedna z wielu które bejrzeliśmy

 

Świątynia Kiyomizudera

Japonki i ich wróżby

Japonki popłudniową porą

Panowie też są

A tu cała grupa Japonek

15:45, geoanja
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 sierpnia 2016

Jak wszędzie dookoła nas jelonki, to musieliśmy trafić do Nary. W tym miejscu żyje około 1200 jelonków, które traktowane są jako posłańcy bogów, więc cieszą się wielką swobodą. Właściwie to robią co im się podoba, kręcąc się wśród turystów. Są grzeczne jak nic nie masz, ale jak kupisz wafle jelonkowe, to dostają obłędu... Jeśli wiedzą że masz wafelki to będą biec za tobą, aż im nie dasz. Jak będziesz się ociągał to oberwiesz trochę porożem. Jelonki są wszędzie - w parku, na ulicy (a co tam przez ulicę przechodzą nawet na pasach!), są przy świątyniach, a także kręcą się tam gdzie sprzedawane są wafelki. Zamiast w taki upał siedzieć w przyjemnym parku, to przebywają wsród tłumu ludzi.

Popatrzcie zresztą na zdjęcia

Jelonki w amoku wafelkowym

Daj, daj, daj!

A za czym ta kolejka stoi (lezy)???

Może wyślemy jakiś liścik???

Ale o co chodzi? w świątyni jestem...

O w tej właśnie! Todaiji.

A takie życzenia można zawiesić w świątyni

Dobra czas na zakupy...

Guzdrasz się, dawaj te wafelki!

Cisza! Tu jest strefa SPA

W Narze oprócz jelonków weszliśmy jeszcze do dwóch ciekawych miejsc.pierwszym było prywatne muzeum Okumura Corporation, które firma budowlana otworzyła na stulecie swojej dziqłalności. Można tutaj znaleźć symulator trzęsień ziemi, który funduje nam doznania z trzech różnych dużych trzęsień w Japonii. Firma specjalizuje się w specjalnych mechanizmach, które znajdują się w budynkach i powodują, że w czasie trzęsienia budynek "tańczy", a nie wali się. Taki mechanizm można obejrzeć na miejscu. 

Paweł w symulatorze

I ostatnie miejsce w dniu dzisiejszym, które z ciekawością poszliśmy zobaczyć to...Pachinko, czyli salony gier z automatami, symulatorami, skrzyniami do wyciagania fantów. Weszliśmy do takiego centrum, ktore miało 4 piętra. Nie wiem po co setki automatów w jednym miejscu. Łomot tam taki panuje, że można ogłuchnąć. Każdy z automatów gra, skrzeczy, oblęd. A wiek graczy tu nie ma żadnego znaczenia...


Tutaj można spróbować coś wyciągnąć... 

 tu w coś zagrać

Hmm maszyna czasu???

czwartek, 04 sierpnia 2016

Jak pamiętacie nasz plan podróży, w planach mieliśmy wizytę w fabryce Toyoty w Nagoja. Jak jednak zaczęliśmy szukać informacji jak tam dojechać z Kioto, okazało się, ze szybciej, prościej (mimo że dalej) będzie nam dojechać do innej fabryki samochodów a mianowicie do Mazdy w Hiroszimie. Szybko zmieniliśmy rezerwację (konieczna w obu fabrykach) i dziś o 7:20 siedzielismy już w shinkansenie jadącym do Hiroszimy (w której zresztą byliśmy kilka dni temu). Na przedmieściach Hiroszimy znajduje się siedziba Mazdy, oraz jednocżesnie jedna z większych fabryk tego koncernu na świecie. 

O 10 zaczęła się wycieczka. Najpierw przewieziono nas autobusem po zakładzie, który zajmuje kilkaset hektarów i ma 7km długości. Na terenie fabryki znajduje się kompletna linia produkcyjna, biura projektowe, mieszkania dla pracowników, szkoła dla przyszłych pracownikow, szpital, port morski (gdzie samochody od razu pakowane są na statki, zarówno te przeznaczone na rynek japoński jak i światowy) oraz najdłuższy most nad zatoką morską znajdujący sie w prywatnych rękach (580m długości). Pracowników po zakładzie rozwożą rownież autobusy, w sumie na terenie zakładu znajduje się 29 przystanków.

Muzeum do którego nas zawieziono znajduje się niemalże na końcu terenu, wiec wstęp maja tam tylko wycieczki zorganizowane, podobne do naszej. Najpierw pokazano nam film o historii koncernu, następnie mieliśmy okazję zobaczyć wiele historycznych modeli samochodów, które szczególnie zapisały się w historii marki. Wiele uwagi poświecono silnikowi z tłokiem obrotowym (tzw. silnik Wankla, który był produkowany do 2012 roku, a obecnie trwają prace nad takim silnikiem ale napędzanym wodorem). I na koniec naszej wycieczki doswiadczylismy tak zwanej wisienki na torcie, czyli wizyty na linii produkcyjnej. Turyści mogą oglądać oczywiście tylko fragment linii, akurat na naszych oczach pracownicy montowali elementy wnętrza samochodu, pasy bezpieczeństwa, deski rozdzielcze, plastiki, kable. Wszystko w wolno poruszających się samochodach jadących na kilkusetmetrowej taśmie.

Co nas najbardziej zdziwiło, to że akurat ten fragment produkcji, który widzieliśmy wykonywany był w dużej części ręcznie, automatyczne były jedynie wózki dowożące części do montażu w konkretnych samochodach, które trochę niczym zombie poruszały się po zakładzie bez kierowców. Jedynie szyby montowały roboty, ale tylko te większe, bo małe szybki za tylnymi drzwiami rownież wkładano i klejone ręcznie. Drugą dziwną rzeczą był fakt, ze na jednej linii montowano rożne marki i modele samochodów, praktycznie nie był sytuacji, ze 2 takie same modele jechały jeden za drugim. Za Mazdą roadster (w Europie MX-5) potrafiła jechać CX-3, a za nią o dziwo (i) Fiat 124 Spider, który też tam był montowany (to zdziwienie nr 3).

Kolejny fakt, którego nie byłem świadomy wcześniej, to ze w odróżnieniu od Toyoty, która na rożne rynki wypuszcza całkowicie rożne modele samochodów, Mazda w swojej ofercie ma jedynie kilka modeli i są one dostępne na większości rynków praktycznie bez modyfikacji, co najwyżej pod inną nazwą (patrz ostatnie zdjęcie, gdzie Mazda 6 tu nazywa się Atenza).

Największa szkoda, że na linii produkcyjnej nie wolno robić zdjeć, i zakaz ten jest dosyć mocno przestrzegany. Zatem zdjeć stamtąd nie będzie, niemniej mam nadzieję ze choć trochę zachęciliśmy.

 

Po wycieczce w fabryce mieliśmy jeszcźe na tyle czasu, ze starczyło na przystanek w Himeji. Znajduje się tam jeden z niewielu drewnianych zamków w Japonii, który stoi do dziś od czasów historycznych (pozostałe to zazwyczaj rekonstrukcje). Nie ucierpiał nawet podczas wojny, podobno był zamaskowany ciemnymi kolorami, dzięki czemu nie był widoczny z powietrza podczas bombardowań. Kilka lat temu przeszedł kompletną renowację, dzięki czemu teraz swieci jeszcze większym blaskiem. Zobaczcie sami.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi
statystyka