Blog > Komentarze do wpisu

Wróciliśmy...

No i jesteśmy...

Minęło 27,5 godzin od momentu kiedy wsiedliśmy do autobusu na lotnisko na KL Sentral w Kuala Lumpur do momentu kiedy weszliśmy do naszego mieszkania w Krakowie.

W tym godzinka na lotnisko, potem czekanie, następnie 6 godzin lotu, czekanie, 5,5 godziny lotu, kolejka z lotniska, pociąg do Krakowa, tramwaj...

Przez zmianę czasu doba wydłużyła nam się do 30 godzin, ale co tam...

Parę wpisów temu skarżyłem się, że prawie wcale nie spotykaliśmy Polaków na szlaku. Na szczęście pojawiła się nadzieja, że nie jest z nami tak źle, kiedy to wsiedliśmy do samolotu Emirates w Dubaju zmierzającego do Warszawy. Plecakowicze się pojawili w ilości znaczącej: a to ktoś wracający z Wietnamu, a to młodzież w hinduskich szerokich spodniach, a to walizka z birmańskimi naklejkami.

Uważam jednak, że i tak pierwsze miejsce w egzotyczności ma grupa sportowców wracających z zawodów narciarskich w Auatralii. Naprawdę ciekawie wyglądają ludzie w polarach, z butami narciarskimi przewieszonymi przez ramię, podczas gdy za oknem 41 stopni.

No i pewien aktor serialowy, jeden z bliźniaków Zduńskich z pewnego serialu na M towarzyszył nam od samego Kuala Lumpur :-)

Tak w ogóle, to arabskie linie Emirates i Qatar Airways zrobiły nam niezły prezent zaczynając latać z Warszawy. Zatoka Perska to idealny stop w drodze do Azji i Australii. Lepiej lecieć dwa odcinki po 5-7 godzin (w przypadku Azji, bo do Australii ten drugi odcinek będzie znacząco dłuższy), niż lecieć na przykład przez Monachium czy Fraknfurt, gdzie najpierw lecimy 2 godziny, a potem 10 albo więcej. No i cena. Kupowaliśmy bilet 3 tygodnie przed wylotem i cena Emirates stanowiła jakieś 60% dowolnej europejskiej linii. To ja teraz bardzo proszę o loty do Krakowa!

Latanie w luksusach ma też niestety drugą stronę medalu. Qatar Airways w ogóle zaprzestał wydawania napojów alkoholowych na trasie Warszawa Doha, a Emirates co prawda nie zrobiły tak drastycznego kroku, ale za to wzmocniły siły załogi pokładowej i tak jak na większości tras Emirates latają piękne stewardesy, tak dziś z Dubaju do Warszawy z klasie ekonomicznej mieliśmy tylko jedną stewardesę i trzech stewardów, w tym jednego Polaka.

Zresztą mogę przytoczyć cytat z dziś:
Pasażer: "Czy znajdzie się jeszcze coś mocniejszego?"
Steward (po polsku): "Pewnie się znajdzie, ale przyznam szczerze, że barek jest już mocno przetrzebiony."

Jeden pan obok nawet zamawiał sobie małpki z whisky i dyskretnie chował do torby na czarną godzinę...

Może jeszcze nie dorośliśmy do luksusów?

Pocieszające jest to, że póki co samoloty wypełnione po same brzegi (nasze w obu kierunkach były pełne) więc pewnie połączenie ze światem przez Zatokę Perską na stałe zagości na polskim niebie. Nie ważne, czy z butelką wina do obiadu, czy bez...

sobota, 17 sierpnia 2013, p.manczyk
Tagi: Emirates Azja

Polecane wpisy

statystyka