Blog > Komentarze do wpisu

Jesteśmy w raju...

A Jak wiadomo w raju ciężko z internetem, dlatego wpis jest dopiero teraz.

A co jest w raju?

Są chatki z widokiem na ocean (nasza się nazywa "Sea Breeze"), są palmy kokosowe na plaży, są jaskinie, są nadmorskie drogi którymi można mknąć skuterem, są uśmiechnięci ludzie, którzy co chwile nas pozdrawiają...

Nasz raj nazywa się Siquijor - malutka wysepka na południowy zachód od Boholu. Możną ją objechać w jeden dzień bo droga dookoła wyspy ma 75km długości, z jednej strony wyspy na  drugą można się dostać w pół godziny.

Najwyższy punkt wyspy to szczyt wysokości 517m.n.p.m. w pobliżu którego znajduje się kilka jaskiń krasowych. Do jednej o nazwie Cantabon udało nam się wejść. Wejście zajmuje około 2 godzin, za 600 peso (około 53zł) dostajemy kaski oraz 2 przewodników (u nas to były 2 przewodniczki). Oczywiście w jaskini nie ma żadnej infrastruktury turystycznej...

Miejsce jest cudne, a frajda jazdy skuterem niesamowita, choć nie pomykamy nim tak jak miejscowi. Super jest się zatrzymać w małej miejscowości na jedzenie z tzw. garnków. Na stoisku wystawionym przy drodze stoją garnki z różnymi potrawami. Za niewielkie pieniądze (średnio 80 groszy - 1,6zł) za talerzyk. Jest to super bo można popróbować wielu rzeczy. Każda sprzedająca gospodyni ma swój zestaw niepowtarzalnych potraw.

Dzień skończyliśmy imprezą lokalną. Zjechało chyba kilka wsi, bo w piątek na scenie gra zespół na żywo. Efekty specjalne w postaci kolorowych świateł oświetlały okoliczne palmy. Na dodatek owe efekty były wzmocnione coraz to większymi błyskawicami na niebie. Postanowiliśmy  się ewakuować zawczasu. Droga powrotna do chatki upłynęła nam pod znakiem kolejnych mega rozbłysków, aż momentami było widno jak w dzień.

5 minut po powrocie rozszalała się tropikalna ulewa. Zgasło światło i przestał również grac zespół... ciekawe gdzie ci wszyscy ludzie się schowali... Z tropikalną ulewą nic nie wygra... koniec imprezy. A może to i dobrze, bo wszyscy uczestnicy przyjechali na imprezę na skuterach. Widząc hektolitry rumu wypite przez lokalnych mieszkańców odetchnęliśmy z ulgą... z powodu szybkiego, nagłego końca koncertu może bezpieczniej wrócą do domu...

No to czas na zdjęcia:

Płyniemy na Siguijor, cały pokład zastawiony łóżkami.

Siquijor

Siquijor

Widok z naszego "Beach Resortu", akurat jest odpływ.

Siquijor

Kaskadowe wodospady, można się wykąpać.

Siquijor

Poranny połów.

Siquijor

Siquijor

Obiad ze wspomnianych "garnków".

Siquijor

Rybak maczetą sieka tatara.

Siquijor

Tankujemy naszego skutera. Nasz jeździ na zielonej coca-coli.

Siquijor

Widok z tylnego siodełka skutera.

Siquijor

Robimy zdjęcia okolicy.

Siquijor

I wspomniana okolica.

Siquijor

Siquijor

Już się przyzwyczailiśmy do widoku starych hiszpańskich kościołów.

Siquijor

Cmentarz rośnie w górę. Prawdopodobnie kopanie w dół tuż przy plaży skończyło by się zalaniem dołu wraz z grabarzem.

Siquijor

400-tu letnie drzewo.

Siquijor

Do jaskini najlepiej wejść w kąpielówkach i  klapkach albo sandałach. Sandały okazały się lepszym pomysłem, gdyż moje japonki uległy uszkodzeniu w połowie trasy.

Siquijor

Lokalny motyl.

Siquijor

I wspomniana rajska plaża. Trzeba uważać na kokosy. Na szczęście mieliśmy nasze kaski motocyklowe.

Siquijor

Siquijor

Siquijor

Siquijor

Siquijor

Jutro już niestety opuszczamy nasz raj. Rano odpływamy na wyspę Negros.

sobota, 18 sierpnia 2012, p.manczyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: pawm, *.play-internet.pl
2012/08/18 15:52:40
Skuterem? Tak sam? ;)
-
2012/08/19 05:55:09
Na każdego kiedyś przychodzi czas... Nie wiem czy moje prawko pozwala na skuterze jeździć (nasz miał 125cm3) ale na szczęście nie mieliśmy okazji się przekonać że nie.
statystyka