Blog > Komentarze do wpisu

Kanały Kerali

Kolejny dzień spędzamy w stanie Kerala. Różni sie od innych stanów wieloma rzeczami, a mianowicie jest tu dużo czyściej niż gdzie indziej, ponadto jest tu wielu chrzescijan i stan ten ma największy odsetek uczących się dzieci, co doskonale widać.

Backwaters Jesteśmy w Alapuzie, po środku rozlewisk graniczących z oceanem, po angielsku zwanych 'backwaters'. Obszar poprzecinany jest tysiącami kanałów, rzek i jezior. Sieć tutejszych kanałów ma około 900km i tworzy fantastyczny labirynt, w którym na brzegach przycupnęły domki tutejszych mieszkańców. Duże kanały są niczym autostrady, po których kursuje większość łódek, w mniejszych kanałach jest o wiele spokojniej. Kanały Kerali są jedną z ciekawszych atrakcji Indii. Toteż postanowiliśmy dzisiejszy dzień spędzić na wynajętej łódeczce. Z samego rana właściciel hoteliku zawiozł nas na przystań swoim motorem (oczywiscie trzy osoby na jednym) popłynęliśmy do wioski, gdzie z jednym z mieszkanców popłynęliśmy łódką kanałami. Najpierw wstapiliśmy do domu jego siostry, gdzie zjedliśmy śniadanie, a potem zanurzyliśmy się labirynt kanałów. Można tu obserwować zycie ludzi do woli - jedni właśnie biorą poranną kąpiel, inni piorą, sprzedają lub łowią ryby, przyrzadzają posiłek i to wszystko nad brzegami kanałów. Mieliśmy też okazję zobaczyć pływającego węża (podobno niegroźny) czy całkiem sporo niebieskoskrzydłych zimorodków, czy kolibrów.

Backwaters

Spacerowaliśmy po polach ryżowych oglądając mechanizm pompy wtłaczającej wodę z kanałów na pola, a także obejrzeliśmy kościół Eliasza Chavary. W środku kościoła znajduje się dom urodzenia Chavary sprzed 250 lat, który został obudowany kościołem. Ciekawa sprawa, nigdy czegos takiego nie widzieliśmy.

Backwaters

W kanałach mijały nas małe łódki mieszkańców, jak i tzw. 'houseboat'y' czyli łodzie, którymi można wybrać się na kilkudniową wycieczkę kanałami, jednak tak dużymi łodziami nie wpłynie sie w małe kanały. W planie byl też obiad, tym razem u ciotki naszego wioślarza. Obiad dostaliśmy na liściu bananowca - ryż z sosem mangowym, rybę, sałatkę z warzyw, papai i kokosa. Oczywiście wszystko jadło sie palcami. Praktyczny sposób - nie trzeba myć sztućców, a talerz z bananowca się wyrzuca. Do tego mieliśmy okazję zakosztować piwa kokosowego. Coś chyba naszemu browarnikowi nie wyszło, gdyż główny smak naszych napojów to były drożdże.

Backwaters

Taki sielankowy dzionek w Indiach...

PS1. Turystów brak, jesteśmy jedynymi gośćmi w hotelu, pokój z TV i kablówką kosztuje 300rupii.

PS2. Jeśli chodzi o monsun, to znowu nam się udało przeżyć kolejny dzień bez kropli deszczu na grzbiecie.

Backwaters

środa, 14 lipca 2010, p.manczyk

Polecane wpisy

statystyka