Blog > Komentarze do wpisu

Hampi - 15°20'5"N 76°27'36"E

Jesteśmy w tej urokliwej wiosce od dwóch dni. Hampi to święte miejsce Hindusów. Kiedyś była to stolica potężnego państwa Vijadźiajangar (znaczy Zwycięstwo). Okolica tej wsi jest niesamowita. Nie dość, że znajduje się tu cała masa swiątyń, to jeszcze w krajobrazie przeważają większe i mniejsze głazy. Tak jakby jakiś wielkolud przyszedł i wysypał gigantyczny wór kamieni. Krajobraz z okolicznych pagórków wygląda zachwycająco. Najbliższe wzniesienie Matanga upodobały sobie małpy (makaki i langury), które całymi hordami wracają na noc właśnie na to wzgórze. Widok jest niesamowity.

Langury

W centrum wsi znjaduje się najbardziej znana światynia Virupakszy, w której rezyduje święty słoń Lakszmi. Błogosławi on ludzi trąbą, oczywiście za pieniadze, które chwyta bardzo zwinnie w trabę (nawet monety), po czym oddaje je swojemu opiekunowi. Co rano również Lakszmi jest szorowany szczotkami w rzece. Można stawić sie na brzegu rzeki o 8 rano i oglądać mycie słonia. Naprawdę warto.

Mycie słonia

We wsi przy świątyni wśród domów mieszkanców jest dużo tanich hotelików, w których można sie zatrzymać. Życie tutejszych ludzi przemieszało się z turystami. Wszystkie kobiety chodza tutaj ubrane w swoje tradycyjne sari, przez co jest tu bardzo kolorowo. Tak na marginesie w ogóle jakoś wydaje mi sie, że kobiety mają tutaj ciężkie życie. Najwiecej domowych prac wykonują właśnie one. Na głowie przenoszą drewno, rąbią je przed domami, pracuja na polach, sprzatają i piela tereny wokół świątyń. A mężczyźni? No właśnie co oni robią? Siedzą i czekaja jak im pieniądze spadna od turystów.

Pani na ulicy myje naczynia

Mieszkańcy mimo turystów zachowują swoje zwyczaje i żyją swoim życiem. Na chodnikach jedni myją w miskach swoje naczynia po jedzeniu, inni szyją, jeszcze inni jedzą lub dokarmiaja pałętajace się wszędzie krowy, które swoje placki zostawiają w wąskich uliczkach wioski. Nikt sie tym nie przejmuje. Panuje tu dość osobliwy folklor, który przyciąga ludzi z calego świata. Jako, że jest to meijsce święte panują dwa dość surowe zakazy pierwszy to spożywania mięsa (nie znajdzie się go tu w żadnym menu) oraz drugi - sprzedaży alkoholu.

Hampi

I jeszcze ciekawostka na koniec. W świątyni Virupakszy wszyscy do nas podchodzili aby zrobić nam zdjecie lub sfotografować się z nami. Najgorzej było kiedy podchodziła do nas cała grupa. W końcu tzreba było znikać, bo inaczej nie daloby sie nic zwiedzić. Hindusi najpierw robią sobie z nami zdjecie grupowe, potem pojedynczo... więc wyobraźcie sobie ile to moze trwać...

Wieczorem przez Bangalore (krzemową dolinę Indii) autobusem sypialnym jedziemy do Mysore (Majsur).

czwartek, 08 lipca 2010, p.manczyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Angela, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/07/09 13:00:24
Piękne zdjęcia! A tak po za tym jestem pod wrażeniem ile pani podróżuje...
A dlaczego ludzie chcą robić sobie z państwem zdjęcia? Pozdrawiam, Angelika z byłej 1e! ;D
-
Gość: geoanja@gmail.com, 59.96.28.*
2010/07/10 14:55:20
Angela, tez chcialabym wiedzec po co Hindusi z nami sie fotografuja. hehe dzisiaj byl kolejny taki dzien tez maja weekend i placza sie po miasteczkach i robia nam i z nami zdjecia:)
statystyka